KOI czyli nowe kosmetyki naturalne w mojej pielęgnacji

Koi to polskie kosmetyki naturalne, zamknięte w eleganckich słoiczkach i buteleczkach. Kuszą nie tylko wyglądem, ale również obietnicami. Czy sprawdziły się na mojej skórze? I czy chciałabym do nich wrócić?


Na naturalne kosmetyki polskiej marki KOI miałam ochotę od jakiegoś czasu. Chciałam wypróbować chociaż jeden z nich by wiedzieć, czy gra jest warta świeczki. Dlatego gdy dostałam paczkę od marki byłam wniebowzięta! Teraz mogę wyrobić sobie zdanie o produktach patrząc przez pryzmat całego asortymentu. Weźcie więc kubki pełne ulubionych napojów w dłonie, bo zapowiada się całkiem spory tekst!

Krótko o marce KOI

Koi reklamuje się jako marka kosmetyków naturalnych, które tworzą matka z córką. Sama nazwa to strzał w dziesiątkę, bo od razu komunikuje, co kosmetyki będą nam robiły. Przy okazji, w językach wschodnich KOI oznacza miłość, co również świetnie konotuje z tym, jak powinniśmy traktować naszą skórę. Koi stawia przede wszystkim na nawilżenie skóry, a wszystkie receptury testuje na sobie, zanim wejdą na rynek. To bardzo fair. Koi na rynku istnieje już kilka lat, chociaż ja zetknęłam się z nią po raz pierwszy. Szkoda, że dopiero teraz, ale jak mówią, lepiej późno niż później 😉

KOI – cała pielęgnacja cery w jednej nazwie

Dzięki paczce od KOI mogłam całą pielęgnację cery objąć naturalnymi kosmetykami. A wiecie jak to jest, raz się skończy tonik, zaraz po nim krem, a jak człowiek się nie zorganizuje z zakupami w sieci, to musi lecieć do drogerii po coś z w miarę przyzwoitym składem, bądź ukręcić samodzielnie.

W asortymencie KOI znajdziemy kosmetyki, które wzajemnie się uzupełniają, dzięki czemu cała pielęgnacja zamyka w się w spójną całość. I zakupy kosmetyków można ogarnąć w jednym miejscu.

KOI olejek do mycia twarzy

To kosmetyk, wobec którego miałam największe oczekiwania, bo uwielbiam myć buzię olejkami. Mam względem niego mieszane uczucia i musiałam znaleźć sposób, żebyśmy się polubili. Po raz pierwszy użyłam olejku do demakijażu oczu i tu niestety było rozczarowanie. Co tu dużo gadać – szczypie mnie w oczy. Nie ma mowy o złej technice zmywania makijażu oczu, bo jestem wprawiona. Nie zaciskam powiek, nie pocieram. Po prostu mnie podrażnia, ale to cecha indywidualna. Nie oznacza, że produkt jest zły, więc go nie skreśliłam. Po prostu nie używam go do demakijażu oczu. W składzie znajdziemy olejek eteryczny z sandałowca (santalum album oil) i jego upatruję jako winowajce szczypania.

olejek-do-demakijazu-koi

Skoro o składzie mowa. Tak naprawdę nie znajdziemy w nim NIC niepokojącego. Olejek został stworzony z surowców pochodzenia naturalnego. Oleje w nim wykorzystane działają zarówno nawilżająco jak i skutecznie rozpuszczają kosmetyki oraz cały brud, tłuszcz czy kurz, który zebrał się w ciągu dnia.

Jak stosuję olejek do mycia twarzy Koi? Rozpylam kilka “pompek” kosmetyku w czystych dłoniach, pocieram ręka o rękę i w ten sposób go rozgrzewam. Nakładam na suchą twarz i robię masaż. Następnie sięgam po specjalną ściereczkę do mycia twarzy, zwilżam ją w ciepłej wodzie, wyciskam i wycieram nią twarz. Skóra po myciu twarzy olejem jest przyjemnie nawilżona, oczyszczona, bez podrażnień i nie została pozbawiona bariery lipidowej. 

KOI tonik z nanozłotem

Producent obiecuje, że poza wyrównaniem pH, tonik z nanozłotem będzie dobrze nawilżał skórę. Może być również wykorzystany do odświeżenia cery w ciągu dnia. I jak najbardziej się z tym zgadzam. Tonik niweluje uczucie ściągnięcia, a jeżeli użyje się go po umyciu twarzy olejkiem, usunie lepkość, która może części z nas przeszkadzać. Pachnie bardzo przyjemnie i ożywczo – sokiem z jabłek (a przynajmniej tak mi się wydaje).

Ale przejdźmy do składu. Zapewne najbardziej interesuje Was nanozłoto. Są to cząsteczki złota, które dzięki nanotechnologii zostały zmniejszone do takich rozmiarów, które są w stanie przeniknąć przez naskórek i zrobić nam dobrze. Tylko w takiej postaci złoto może dać coś dobrego naszej cerze. A co konkretnie? Przyspiesza przemieszczanie się składników aktywnych, dzięki czemu te działają szybciej. Do tego niweluje przebarwienia i spowalnia procesy starzenia się skóry, a także przyspiesza metabolizm skóry. Co jeszcze znajdziemy w toniku? Gluconolactone – złuszczający kwas z grupy PHA. Jest antyoksydantem, który działa bardzo silnie nawilżająco. Kolejny humekant – kwas mlekowy. Działa silnie nawilżająco (przenika przez naskórek) i złuszcza martwy naskórek.

Kremy do twarzy od KOI

W paczce znalazłam trzy kremy do twarzy. Każdy o pojemności 30 ml. W pierwszej chwili pomyślałam, że to trochę mało (przecież standard to 50 ml), Okazało się, że są całkiem wydajne. Tego, którego używam regularnie, po miesiącu ubyło o jakieś 30%. Ale po kolei.

Najpierw sięgnęłam po krem ultranawilżający. Zawiera olej arganowy, kwas hialuronowy, masło shea, kolagen i masę olejów o działaniu nawilżającym. Znowu – wyczuwalny zapach soku z jabłek. Ci o bardziej wrażliwych nozdrzach mogą być niepocieszeni. Krem mimo wielu olejów jest bardzo lekki i naprawdę szybko się wchłania. Niestety, w czasie mocnych mrozów, gdy powietrze w pomieszczeniach było suche, a moja skóra przesuszona, krem nie zdał egzaminu. Liczyłam na większe nawilżenie, ale skóra szybko stawała się ściągnięta i szorstka. Wróciłam do niego gdy zaczęło robić się cieplej i efekt był taki sam. Nie wiem czy krem udźwignie nawilżenie skóry suchej i podrażnionej, ale cera cerze nierówna, więc może u innych się sprawdzi.

krem-nawilzajacy-kosmetyki-naturalne-koi

Kolejny, to krem odżywczy z olejkiem z malin. Nie ma już go w ofercie  – podejrzewam, że pojawia się sezonowo.Wszystko dlatego, że jest polecany na chłodne dni. O wiele cięższy od poprzednika, dobrze chronił moją skórę podczas zimowych spacerów. Tu również na prowadzenie wychodzi zapach kosmetyku – bardziej perfumowany. Konsystencja – bogata, dosyć tłusta, ale też sprawnie się wchłaniał. Moja skóra jakby go piła. Czy moja skóra faktycznie była odżywiona? Nie wiem. Do codziennego stosowania jest dla mnie zbyt ciężki. Sporadyczne sięganie po kosmetyk sprawiło, że mogę potwierdzić jedynie, iż faktycznie chroni skórę przed mrozem. Niewykluczone, że po krem odżywczy także w czasie upałów.

naturalny-krem-do-twarzy-na-zime

Czas na mojego ulubieńca w tym trio. Krem odbudowujący z 7 olejkami to kosmetyk, który stosuję nieprzerwanie od miesiąca rano i wieczorem. Moja cera polubiła się z nim najbardziej. Dostatecznie nawilża. Ani zbytnio nie obciąża, ani nie jest za lekki. Świetnie komponuje się z eliksirem, o którym przeczytacie poniżej. Producent zapewnia, że krem zapobiega powstawaniu nowych zmarszczek -mam nadzieję, że u mnie to się sprawdzi, bo mam wrażenie, że ostatnio starzeję się dwa razy szybciej. Jednak zbyt szybko na ocene pod kątem spowalniania efektów upływającego czasu.  Ale na pewno w połączeniu z innymi kosmetykami KOI krem odbudowujący uspokoił moją cerę. I ważne dla wrażliwców – również jest perfumowany (ale to już nie jest zapach soku z jabłek).

najlepszy-krem-do-twarzy-koi

Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy KOI

W przypadku tego kremu liczyłam na nieco więcej. Może dlatego, że inne kosmetyki KOI zrobiły mi sporo dobrego? Ale tak naprawdę porażkę upatruję w stanie mojej skóry pod oczami. Potrzebuję specjalnej ochrony. Bardzo dużo nawilżenia, wygładzenia zmarszczek, zapobiegania przesuszeniom i rozjaśnienia cieni. Wiem, to spore potrzeby.

nawilżający-krem-pod-czy-kosmetyki-naturalne

Dlatego uważam, że krem nada się dla mniej wymagających powiek. Takich, które co jakiś czas nie cierpią na suchoty, które może poratować jedynie witamina A w czystej postaci. I takich, które nie mają cieni pod oczami, jakby ktoś podbił im oko.

Nie oznacza to, że krem przeciwzmarszczkowy KOI do niczego się nie nadaje. Nawilża (zauważalnie, ale bywały dni, gdy musiałam się ratować mocniejszym produktem), ma lekką konsystencje, nie roluje się, dobrze współpracuje z podkładem, nie podrażnia. Jest też całkiem wydajny. Zawiera czynnik wzrostu (FGF) jest obecnie najskuteczniejszym środkiem odwracającym procesy starzenia komórkowego.

Eliksir i serum – moje hity od KOI

Spośród 9 produktów KOI tak naprawdę jestem w stu procentach przekonana do tych dwóch. Serum i Eliksiru wrócę na pewno jeszcze zagoszczą na mojej łazienkowej pólce. Przekonało mnie przede wszystkim ich działanie, ale nie tylko.

Eliksir KOI to w rzeczywistości silnie skoncentrowana emulsja, która ma za zadanie silnie nawilżać skórę oraz wspomagać działanie kremu. Wspomaga regenerację komórek skóry i przyspiesza transport witamin. Ale to nie wszystko. Spowalnia procesy starzenia, a także poprawia mikrokrążenie skóry. Tyle od producenta. A co ja o nim myślę?

Pierwsze zderzenie z eliksirem – bardzo ładna, elegancka buteleczka z pipetą. Sama konsystencja kosmetyku faktycznie gęsta, powiedziałabym nawet, że nieco żelowa, jednocześnie bardzo lekka. Bez problemu wydobywa się z pipety i nakłada na twarz, przy tym jest wydajne. Wystarczy kilka kropel, by pokryć całą twarz i szyję. Wchłania się błyskawicznie, więc od razu po aplikacji czuję ukojenie w miejscach, w których do tej pory skóra wręcz piekła. Cera nieco się napina i wygładza (a przynajmniej mam takie wrażenie). W związku z tym, że szybko się wchłania, od razu mogę aplikować krem.

eliksir-odmladzajacy-kosmetyk-naturalny-koi

A co ze składem? W eliksirze KOI znajdziemy m.in. glicerynę (nie zapycha, jeśli jej zawartość nie przekracza 35%), kwas hialuronowy (usieciowany – najlepszy w roli w wypełniacza), kwas ferulowy (naturalny związek anty-aging). W fiolce zamknięto masę składników wspomagających nawilżenie, odnowienie i ujędrnienie skóry.

Serum dwufazowe KOI to kolejny kosmetyk, do którego będę z chęcią wracać. Oba kosmetyki stosowałam naprzemiennie, więc trudno mi powiedzieć, który faktycznie zrobił lepiej mojej cerze. Chociaż patrząc na to, jak skóra wygląda po nałożeniu serum i każdego ranka (stosowałam je najczęściej na noc) wydaje mi się, że serum ciut lepiej “robi robotę”.

Po zmieszaniu fazy wodnej z olejową powstaje konsystencja bardzo podobna do eliksiru marki, chociaż serum sprawia wrażenie ciut gęstszego i tłustszego.  Kosmetyk poprawia kolor cery (dzięki olejowi z rokitnika oraz beta-karotenowi), maksymalnie nawilża i ujędrnia cerę. Już samo nakłanianie sprawia frajdę, bo bardzo przyjemnie się rozprowadza i daje ukojenie skórze.

serum-koi-najlepsze

Jestem szczerze wniebiona i każdego ranka i wieczoru pędzę do łazienki by poddać się codziennej rutynie pielęgnacji cery za pomocą serum i eliksiru. Wręcz nie mogę się jej doczekać. Dawno żaden kosmetyk nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Skóra jest wypielęgnowana, przyjemnie miękka i gotowa na kolejne etapy pielęgnacji. Serum i eliksir KOI to stanowczo moje pielęgnacyjne hity!

Co warto kupić z KOI?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. Nie lubię doradzać w sprawach pielęgnacji, ponieważ każdy ma inną cerę, inny styl życia i odżywiania. Nawet jeśli charakteryzuje się tym samym typem (sucha, wrażliwa, naczyniowa, itp.) jest poddana innym czynnikom, więc inne kosmetyki będą na nią działały. Tu trzeba się kierować zasadą prób i błędów, jednocześnie czytać składy. Są osoby, które lubią glicerynę w kosmetyku i ta absolutnie im nie szkodzi, a niektórych okrutnie zapycha. Do tego dochodzą składniki alergizujące, co również jest sprawą indywidualną. Dlatego mogę jedynie wskazać, co mnie najbardziej zauroczyło w KOI i do których kosmetyków z chęcią wrócę.

Miejsce Iserum dwufazowe. Uwielbiam sera i wszystkie kosmetyki o silnym działaniu. To zdecydowanie dobrze zrobiło mojej skórze.

Miejsce II – eliksir. Sprawił, że krem do twarzy jeszcze lepiej nawilżał. Skóra stała się bardziej miękka i nie piekła

Miejsce III – krem odbudowujący z 7 olejkami. Dobrze nawilża skórę i współpracuje z podkładami. Zniwelował uczcie pieczenia i ściągnięcia.


Jak wam się podobają kosmetyki KOI? Mieliście już z nimi styczność? Który najchętniej byście wypróbowali?

Close