7 rzeczy, dzięki którym czuję się dobrze

Oto lista rzeczy, które bezsprzecznie robią mi dobrze. Poprawiają samopocczucie i sprawiają, że bilans dnia wychodzi na plus.


Rzeczy, którymi się otaczamy, nas dookreślają. To, z jakiego kubka lubisz pić kawę, w jakiej pościeli się budzisz i jakie kapcie masz w domu. Jaka muzyka towarzyszy Ci w trakcie jazdy samochodem, co czytasz w tramwaju i czym pachniesz. To może nie buduje osobowości, ale na pewno może nas nieco zdradza. A tym bardziej rzeczy, które sprawiają, że czujemy się dobrze. Niuanse, na które w pośpiechu dnia codziennego nie zwracamy uwagi, stają się ważne gdy ich zabraknie, albo gdy nie mamy na nie / dla nich czasu.

 

Książki robią mi dobrze

Nie potrafię żyć bez książek. Chociaż mam na nie mało czasu i często czytam na ostatnią chwilę przed snem, zdecydowanie robią mi dobrze. A co czytam? Najczęściej są to książki rozwojowe, ale w końcu wzięłam się za fabułę. Obecnie czytam Sztukę Zwycięstwa Phila Knight’a, twórcy Nike.

Czemu książki? Uwielbiam ich zapach, dotyk, przewracanie kartek. Dlatego jakoś nie mogę przekonac się do czytników. Ale nie chodzi tu  tylko o fizyczną przyjemność czerpaną z czytania.

Nie będę pisała o typowych spostrzeżeniach moli książkowych typu “przenoszą mnie w inny świat”, bo to chyba jasne dla każdego, kto je lubi. Czytanie rozwija pamięć, słownictwo, niesamowicierelaksuje i poszerza horyzonty. Pozwala uwolnić głowę od męczących myśli.

Kawa

Bez niej nie wyobrażam sobie dobrze rozpoczętego poranka. Chociaż teraz zaczynam dzień ciepłą wodą z cytryną, kawa jest drugim obowiązkowym napojem. To mój rytuał. Najchętniej piłabym ją w towarzystwie książki, przy porannym przeglądzie prasy bądź na spacerze w parku. Ale życie to nie bajka, więc piję często w biegu lub zimną.

Ideana kawa? Świeżo zmielona, z ekspresu ciśnieniowego. Czarna albo z ciepłym, ubitym na gęstą pianę mlekiem. Cappuccino też daje radę.

Kubek

Jeden? To za mało! Masa kubków! Nie mogłabym chyba wymienić jednego ukochanego, z którego kawa smakuje najlepiej. Ale to chyba już wyższa psychologia sprawia, że z kawą w ulubionym kubku czujemy się lepiej, jak u mamy. Teraz kocham się w kubkach z Bolesławca, ale chętnie zdradzam je również z kilkoma innymi gagatkami.

Muzyka

Rock, punk, szeroko pojęta muzyka alternatywna, a obok tego poezja śpiewana. Wiem, że trochę odległe bieguny, ale sama jestem jak ta muzyka. Pełna speczności.

I tak słucham Kaczmarskiego, Starego Dobrego Małżeństwa, a zaraz potem przełączam się na System Of A Down. Wieczorami najchętniej Nosowska. Lista jest długa. W parze z dobrą linią melodyczną, mocnym riffem, musi też iść tekst. A jak jest jeszcze gra słów, to już robi się pysznie! Bezsprzecznie.

Oleje

Kiedyś ich nie lubiłam. Nie mogłam znieść tłustej konsystencji przelewającej się przez palce. Ale przemogłam się gdy zobaczyłam, jak cudowne efekty mogą przynieść. I tak olejuję włosy, ciało, twarz. Rafinowane czy nierafinowane, każdy rodzaj zrobi mi dobrze, a moja skóra za to dziękuje lepszą kondycją, przez co i jak czuję się o wiele lepiej.

Czego używam? Na twarz najczęściej rafinowany olej ze słodkich migdałów, bo nadaje się do cery wrażliwej. Na włosy – zależy co się nawinie. M.in. olej z wiesiołka, ale też miksy olejowe, np. Alterra. Do demakijażu olejek z Iossi, ale też zaczęłąm robić własną mieszankę, która sprawdza się wyśmienicie. Do ciała… znowu co mam pod ręką. Macadamia, który też świetnie nadaje się do włosów wysokoporowatych, olej arganowy, olej kokosowy. Spróbujcie – skóra będzie Wam wdzięczna.

Perfumy

Są jak kropka nad i. Co do zapachów, jestem wierna jak pies. Mam kilka ulubionych i rzadko je zmieniam. Bo perfumy powinny pasować do charakteru i osobowości. Bardzo lubię Mexx Woman (żółte, w buteleczce w kształcie walca), Acqua di Gioia od Armani. Kiedyś też Dolce&Gabana Light Blue – do tego zapachu zawsze będę miała sentyment.

 

Pomadki

Pomalowane usta są jednym z elementów makijażu, który świetnie działa na moje samopoczucie. Chociaż ostatnio zauważylam, że jestem już w tym wieku, gdy mocne usta mnie postarzają. Muszę więc wybierać pastele. A może przesadzam? Ale nie o tym.

Czerwona lub fuksjowa pomadka zawsze sprawiała, że staję się bardziej wyrazista i wyróżniam się w tłumie. Myślę, że to dobre ćwiczenie dla introwertyczek, które chcą nabrać więcej śmiałości. Wiem z autopsji. Czym się maluję? Obowiązkowo pomadkami w płynie – takie lubię najbardziej. Dobrze, jeśli mają przedłużoną trwałość.


Co sprawia, że Wam żyje się lepiej i dzień staje się przyjemniejszy? 

Close