Nowości kosmetyczne ostatnich tygodni

Trochę kolorówki i pielęgnacji. Nowości kosmetyczne ostatnich tygodni, które gorąco polecam!


Raz na jakiś czas staram się wrzucać na Facebook post z nowymi kosmetykami i dodać krótką informację o pierwszym wrażeniu. Ale to wciąż blog jest najważniejszy, dlatego tutaj powinny pojawiać się wszystkie nowości. Gdybym za każdym razem, gdy zrobię zakupy albo zapuka do mnie kurier robiła z tej okazji post, zanudzilibyście się na śmierć. Dlatego lepiej raz na jakiś czas zafundować nowości w pigułce 🙂

Nowości kosmetyczne Bell dostępne w Biedronce

To największe pozytywne zaskoczenie ostatnich tygodni! Już jakiś czas temu pisałam Wam, co polecam z Bell. Do TEJ listy z całą stanowczością dorzucam dwa kolejne kosmetyki.

Balsam Chillout all in 1 care balm

Jeśli kojarzycie małe kremy uniwersalne z Oriflame w opakowaniu o kształcie elipsy, to ten produkt jest ich tańszym odpowiednikiem. Działa świetnie i na wielu płaszczyznach! Na spierzchnięte wargi, suchą i popękaną skórę dłoni, To także świetne remedium na matowe, słabe i łamliwe paznokcie. Odrobinę balsamu wcieramy w płytkę paznokcia i gotowe.

W składzie znajdziemy wosk pszczeli, witaminę E i lanolinę. Niestety, całego składu Wam nie podam, bo nie posiadam :(. Kosmetyk kupicie w Biedronce za zawrotną cenę 8,99 zł.

Balsam z woskiem pszczelim podobno dobrze robi także skórzanym butom, ale tego jeszcze nie próbowałam.

Bell Chillout Strobing Base

Strobing, to konturowanie twarzy za pomocą rozświetlacza. I właśnie do tej techniki modelowania owalu twarzy nawiązuje baza Bell Chillout. Po jej zastosowaniu mamy mieć wrażenie, jakby cera nabrała blasku i od razu była bardziej wypoczęta. Kosmetyk posiada kremową, bardzo lekką konsystencję i jest super wydajny. Wystarczy niewielka ilość, by pokryć całą twarz. Ale najważniejsze to formuła i kolor bazy. Jej złoto-perłowy pigment sprawia, że po nałożeniu podkładu cera staje się świetlista i wypoczęta. To świetne rozwiązanie dla osób, które chciałyby szybko przekształcić swój podkład w wersję rozświetlającą. Baza oczywiście przedłuża trwałość makijażu, do tego nawilża cerę. Niestety, nie powiem czy pod jej wpływem makijaż wytrzyma cały dzień i całą noc, bo tego nie sprawdzałam. Nie mniej, do trzymania w ryzach dziennego makijażu an pewno się nada!

Bazę Bell Chillout Strobing Base również kupicie w Biedronce. Cena 12,99 zł.

Cienie mineralne Neve Cosmetics

To moje ostatnie odkrycie! Zawsze narzekałam, że na rynku jest bardzo mało cieni mineralnych, które sprostałyby moim wymaganiom. Nie znalazłam także marek kosmetyków naturalnych do makijażu, które dorównywałyby tym profesjonalnym. Jeśli takie znacie i polecacie – koniecznie dajcie znać w komentarzu! Będę mega wdzięczna!

Ale do rzeczy. Niedawno odkryłam produkty do makijażu Neve Cosmetics. Ich ceny są bardzo różne. Podkład możemy kupić za 60 zł, pojedynczy cień prasowany za około 30 zł, paletę dziesięciu cieni za 120-150 zł. Ja na pierwszy rzut skusiłam się na sypkie cienie mineralne. Sztuka 34 zł. Są przepiękne! Bardzo połyskują, a w połączeniu z Inglot Duraline lub nakładane za pomocą wilgotnego pędzelka zyskują na mocy.

Swoje kupiłam na triny.pl, ale wiem, że inne drogerie internetowe też mają kosmetyki tej marki. Sprawdźcie koniecznie!

Pomadki w płynie Avon Mark

Avon przesłał mi dwie nowe pomadki z serii mark. Matową i połyskującą. Pokazywałam Wam je na FP i Instagramie. Bardzo polubiłam się z tymi kosmetykami i mam ochotę na inne kolory. Co mnie przekonało? Uwielbiam pomadki, które mają gęstą konsystencję i są świetnie napigmentowane, przez co rozumiem jedno pociągnięcie aplikatora. Kolejny plus to precyzyjny aplikator. Wprawiona ręka nie będzie potrzebowała konturówki, by estetycznie podkreślić usta. Wersja matowa nie wysusza ust – to kolejny plus. W tej chwili Avon mark ma 10 kolorów matowych i tyle samo błyszczących, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

Iossi olejek do demakijażu

Wiecie bądź zaraz się dowiecie, moja cera poza tym, że jest kapryśna, lubi się przesuszać. Łatwo ulega podrażnieniom i uczuleniom, trudno ułożyć jej odpowiednią pielęgnację. Dlatego przerzuciłam się na kosmetyki naturalne.

Na olejek do demakijażu Iossi od dawna miałam ochotę. Teraz nie wiem, jak mogłam bez niego żyć. Zmywa bardzo dobrze makijaż. Nie poradził sobie z wodoodpornym tuszem, ale tego nie używam jakoś często. Ładnie pachnie, nie maże makijażu na twarzy, jeśli wiecie, co mam na myśli. Jest bardzo lekki. Szkoda, że jest mało wydajny. Nie mniej – polecam wrażliwym cerom i powiekom. Nie szczypie i nie podrażnia!

kosmetyki-naturalne-iossi

Eloise Steamcream

Teraz mam dla Was prawdziwą petardę! Krem parowy, który dostałam od koleżanki kosmetologa już jakiś czas temu. Zaczęłam używać go dopiero teraz, więc można potraktować go jako nowość. Krem parowy wziął swoją nazwę od sposobu wytwarzania, za pomocą pary właśnie (steam). Taki rodzaj produkcji sprawia, że składniki odżywcze są lepiej i skuteczniej przyswajane przez skórę, niż kosmetyki, które zostały wytworzone za pomocą emulgacji.

Tak lekkiego kremu jak Eloise jeszcze nigdy nie miałam. Już samo nakładanie sprawia, jakbym aplikowała na siebie żelowe,wodne okłady. Chyba inaczej nie potrafię zobrazować tego, co czuje moja skóra w czasie używania kremu. Wchłania się szybko i sprawia, że skóra jest miękka i nawilżona.

Kiedyś podchodziłam z dużą rezerwą do kremów multifunkcyjnych. Ale już kilkukrotnie przekonałam się, że moje obiekcje były bezpodstawne. Tak samo jest z tym kremem. Eloise użyjemy do twarzy, rąk i ciała.

I jeszcze jedno – opakowanie. Zamawiając krem parowy Eloise, możemy wybrać deseń naszego opakowania. Poza kilkoma standardowymi wzorami, są także edycje limitowane, co sprawia, że krem jest jeszcze bardziej unikatowy. Aha i ciekawostka – kremy te są produkowane tylko w Wielkiej Brytanii i Japonii. Ręcznie i z naturalnych składników. 

 

Które z prezentowanych kosmetyków spodobały Wam się najbardziej?Jakie są Wasze kosmetyczne odkrycia ostatnich tygodni? 

Close