Lakiery hybrydowe Provocater – podejście drugie

Nowe, jesienne kolory, krótszy pędzelek i mała, poręczna lampa. To propozycje od polskiej marki lakierów hybrydowych Provocater. Czy nowości przekonały mnie do siebie?


Jeśli pamiętacie mój ostatni wpis o lakierach hybrydowych Provocater wiecie, że byłam nimi nieco rozczarowana.

Postanowiłam dać im drugą szansę. Ale nie myślcie, że są to te same lakiery. Pod lupę wzięłam nowe produkty marki – lakiery z najnowszej jesiennej kolekcji. Od poprzednich różnią się krótszym i węższym pędzelkiem. Czy to sprawia, że aplikacja jest łatwiejsza i przyjemniejsza?

Jesienna kolekcja lakierów Provocater

Na jesienną kolekcję lakierów Provocater składa się 9 odcieni. Znajdziemy tu róż a la baby pink, zgaszoną lawendę, butelkową zieleń, odcienie wina i fioletu. Inspiracją do nazw kolorów były m.in. największe miasta i najpiękniejsze regiony świata.

Przygodę z nowymi kolorami zaczęłam od numeru 111 Evening in Moscow. To głęboki odcień wina. Dzięki temu, że jest bardzo wyrazisty, pomalowane paznokcie rzucają się w oczy.

Następne w kolejności na moich paznokciach pojawią się fiolety: 108, 107 i 106. Te odcienie to aktualny trend na sezon jesień – zima 2017/2018.

Czym różnią się nowe lakiery hybrydowe Provocater od poprzednich?

Zmianą, którą wprowadziła marka Provocater, jest nowy kształt pędzelka. Dzięki temu, że jest węższy i krótszy, o wiele łatwiej nakłada się się lakier. Wcześniej bardzo przeszkadzało mi to, że lakiery są gęste. I powiem Wam, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Byłam mocno zdystansowana do nowego kształtu. Jakoś trudno było mi uwierzyć, że tak mała zmiana, może zlikwidować problem.

Mniejszym pędzelkiem lepiej manewruje się po płytce, ale przede wszystkim nakładamy mniej produktu, dzięki czemu hybryda nie rozlewa się po paznokciu i nie brudzi skórek. To sprawia, że łatwiej i precyzyjniej wykonamy manicure. Dla mnie to prawdziwy szok! Jestem bardzo mile zaskoczona. Producent zapewnia również, że dzięki nowemu kształtowi pędzelka, butelka z lakierem nie brudzi się, bo produkt nie spływa po jej szyjce. Efektem jest utrzymanie opakowania w czystości.

Nowa lampa Led / UV Provocater

I tu mam prawdziwą petardę! Od razu, gdy zobaczyłam tę lampę wiedziałam, że się polubimy 🙂 Pierwsze, co zwraca uwagę, to jej rozmiar. Przed rozłożeniem jest mega płaska. Jej grubość to na oko 2 cm. W lampie są ukryte dwie rozkładane nóżki, które szybko tworzą z niej lampę mostkową. Zajmuje mało miejsca (ma format A5), ale to nie jest jej jedyny atut. Kabel, w który została wyposażona, ma nie tylko wejście do tradycyjnego gniazdka, ale także USB! Dzięki temu robimy z niej prawdziwą lampę turystyczną. Można ją podpiąć pod laptop albo power bank.  Dla mnie mega!

Dla kogo są lakiery hybrydowe Provocater?

Na pewno dla osób, które cenią sobie czas. Jeśli zdecydujemy się na top no wipe, nie będziemy musiały przemywać cleanerem ostatniej warstwy lakieru, a hybryda i tak będzie błyszcząca i nie będzie się kleić. To zawsze minuta do przodu 🙂

Drugi plus dla zabieganych to lampa, która utwardza lakier w ciągu 30 -60 sekund. Ja na wszelki wypadek  stosuję opcję minutową, ale podobno “trzydziestka” też bez problemu ogarnie temat.

Dla lubiących mocną pigmentację (a kto jej nie lubi?). Nowa kolekcja “Find me” to przede wszystkim nasycone odcienie pasujące do jesieni i zimy. Są zdecydowane, ale też otulające. Ta linia na pewno jest lepiej napigmentowana, niż jasne odcienie, które miałam poprzednio. Dwie warstwy w zupełności wystarczą.

Pamiętajcie, że lakiery Provocater są wyjątkowo gęste. Dobrze, że ulepszono pędzelek, bo dzięki temu wróciłam do hybryd tej marki. Pozwoliło mi to również odkryć je na nowo.


Jak Wam się podoba nowa kolekcja lakierów Provocater? Który z kolorów najchętniej widziałybyście na swoich paznokciach?

 

Close