Codzienne urodowe zabiegi, których nie lubię, ale i tak je wykonuję

Nie da się lubić wszystkiego. Z dbaniem o urodę też tak jest. Oto moja lista znienawidzonych rytuałów urodowych. Dopisz swoje!


Pewnie każda z Was ma na swojej liście urodowe rytuały, które wykonuje bardziej z przymusu, niż z chęci bądź rutyny. Bo jakoś trudno mi uwierzyć, że kochacie wszystkie domowe kosmetyczne zabiegi.

Tak samo jest z pracami domowymi, zakupami. Na przykład lubimy kupować ubrania, ale butów już nie – i odwrotnie.Nawet ludzie, którzy ubóstwiają swoją pracę, mają w niej “segmenty” mniej lub bardziej lubiane. Chociażby kosmetyczki czy kosmetolożki (ojoj jak to brzmi:P). Na myśl o mezoterapii mikroigłowej przebierają wszystkimi kończynami, bo w końcu można się wyżyć (ach te sadystyczne zapędy:P ), a gdy mają klientkę na zabieg podologiczny myślą “Boszzzz znowu te wrastające paznokcie…”

No, ale dbanie o urodę to nie praca. Mimo to, mamy prawo nie lubić jakiejś czynności okołourodowej i wykonywać ją tylko dlatego, bo tak trzeba / wypada (niepotrzebne skreślić). To jak z myciem zębów.

Czas więc się przyznać. Mam cichą nadzieję, że ktoś przybije mi piątkę i okaże się, że nie jest aż taką kosmitką, jak myślę.

Malowanie paznokci u stóp

Och, jak tego nienawidzę. Dobrze, że lakier trzyma się w miarę długo, więc nie muszę często powtarzać tej czynności. Dlaczego nie lubię malować paznokci u stóp? Bo jest to po prostu niewygodne. Pozycja na przygarbionego kota, który stara się polizać swoją łapę. Tak to widzę. Ale mieć pomalowane paznokcie już lubię. I weź zrozum kobietę 😉

Tu mamy do wyboru 3 rozwiązania. Nie malować paznokci, udać się do kosmetyczki, by zrobiła to za nas, albo zrobić sobie hybrydy na stopach. Jednak trzecie rozwiązanie jest dla mnie równie męczące, jak malowanie paznokci. Nawet bardziej, bo trwa dłużej i wymaga większej precyzji.

Zdejmowanie hybryd

nie-lubie-zdejmowac-hybryd

Gdy o tym myślę, wolałabym wysprzątać całe mieszkanie i ugotować mężowi dwudaniowy obiad. Powinnam w końcu zaopatrzyć się w klipsy do ściągania lakieru. Byłoby dwa razy łatwiej i szybciej.

Dlaczego tego nie lubię? Bo trwa długo i wymaga wielu czynności, by zrobić to precyzyjnie. Piłowanie, siedzenie z folią, która grzeje palce. Tu się coś rozwinie, tam się coś rozwinie. Czas mija i na koniec bywa, że trochę lakieru jeszcze zostało, więc znowu trzeba powtarzać cały proces.

To gdzie są te ziemniaki do obiadu dla męża?

Golenie / depilacja nóg

Bo zacinanie się maszynką, bo muszę powtarzać średnio raz w tygodniu. I zapominam kupić nową jednorazówkę (tak, to wciąż najczęstsza forma usuwania owłosienia, z której korzystam), więc podbieram mężowi. Aaaa… i jeszcze żel do golenia trzeba podkraść.

Szkoda gadać. A jest to czynność, której nijak nie przeskoczysz. Na laser nie pójdę, bo mam zbyt jasne owłosienie. A wosk i depilator sprawiają, że zaraz dostaję zapalenia mieszka włosowego. Także dramat. Ale pokornie wykonuję tę czynność, co by nie wyglądać szympansica ;P

Brwi

Nie umiem w brwi. Dlatego najczęściej oddaję się pod sprawną rękę fachowca, która też niestety nie zawsze jest na tyle ogarnięta. To jak z fryzjerem, dla którego dwa centymetry, to jednak dziesięć.  “Pani droga, mają być widoczne, pasować do blond włosów. Proszę nie robić mi żadnego zdziwienia na twarzy czy smutnych oczu”. Potem wychodzę z cienką kreską i wyrazem twarzy będącym wypadkową zdziwienia i smutku właśnie. I jest koloru czarnego. A może po prostu widząc się w lusterku tylko żal, smutek i szok miałam w głowie?

Nie mniej, sama dobrze nie wyreguluję brwi, bo jestem ślepa i mam problemy z symetrią.

Dlatego czekam, aż przestanę karmić piersią i w końcu pójdę na permanentny makijaż (czy tam mikroblading).


Oto moja lista znienawidzonych kosmetycznych rytuałów. A Ty, czego nie lubisz? Balsamowania ciała, demakijażu? A może nakładania maski na włosy bądź malowania ust? Daj znać w komentarzu. Nie będę aż tak bardzo nienormalna 🙂