Co się u mnie dzieje? Grupa na Facebooku + blog stabilizuje kierunek

O blogowych porządkach, dlaczego ostatnio więcej mnie nie ma niż jestem i fajnej grupie na Facebooku


blog-zurnalistka

Wiem, że ostatnio piszę masakrycznie mało, ale uwierzcie mi, staram się jak mogę. Przyczyn rzadszych publikacji jest kilka i uważam, że powinniście wiedzieć, skąd taki stan rzeczy. Z jednej strony winny się tłumaczy, ale też znając powód mojej absencji (dżizas, jaki to górnolotnie brzmi) mam nadzieję, że mnie lepiej zrozumiecie.

Pracuję nad nowym projektem

To całe clou, które pochłania większość mojego wolnego czasu, którego i tak mam mało. Z całą odpowiedzialnością nazywam go projektem życia. Coś już zdradziłam na Facebooku, więc jeśli macie ochotę pobawić się w detektywów, śmiało 🙂 Ciekawe, jakie są Wasze typy. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy będę mogła zacząć zdradzać o co chodzi. Póki co, czas premiery się przeciąga, bo chcę to po prostu zrobić najlepiej jak się da 🙂

Umarł mi komputer

A w zasadzie dwa. Stacjonarny, który pracuje jak rakieta ( a w zasadzie pracował) ma jakieś przeokrutne trojany i mój P. grzebie w bebeach, by go reanimować. Został mi stary laptop, który bardziej służy za grzejnik (można nim też suszyć włosy), niż komputer. Muli przeokropnie, matryca jest mega ciemna, więc nawet kolor zdjęć podczas obróbki jest zakłamany. Czasem dobry P. użycza mi swój komputer, ale wiadomo, teraz komputer jak komórka. Najlepiej mieć własny. I dopóki nie ogarnę się z kompem, moja praca na blogu będzie szła jak po gruzie, za co bardzo Was przepraszam.

Walczę z dzieckiem i szukam żłobka

Okazuje się, że młoda ma charakter. Do tego postanowiła zostać alpinistką. Wspina się już wszędzie. Gdyby umiała, chodziłaby po ścianach. Dlatego teraz mam oczy jak koń. Do niedawna miałam słuch jak nietoperz, więc powoli zamieniam się w jakąś hybrydę 😛 No i jest mega do mnie przywiązana. Nie można jej zostawić w łóżeczku czy kojcu czy gdziekolwiek (podobno taki etap rozwoju), bo czuje się przeokrutnie samotna. A siedzenie obok nie polega na tym, że ja na kanapie, a ona u siebie i ja nadzoruję. Ja z nią, na podłodze, z zabawkami. Nie ma innej opcji.

A. idą kolejne zęby. Jest więc ból, łzy, marudzenie i zarwane noce. Tak bardzo zarwane, że poprzedniej spałam może 3 godziny. Bez problemu mylę sól z cukrem, stopery mylę z gumą do żucia, a na spacer chce wychodzić w kapciach. Jak przy tak sprawnie działającym umyśle można jeszcze wykrzesać z siebie pokłady kreatywności, w miarę poprawnej polszczyzny, wrzucić wszystko do jednego wora, zamieszać i stworzyć z tego post? Jeśli wiecie, zdradźcie proszę 😉

No i podjęliśmy jedną z mega ważnych decyzji. Agata idzie do żłobka. Część z Was pewnie czytając to machnie ręką i powie, że przeżywam, ale to jest jeden z momentów przełomowych w naszym życiu. Ta mała “przylepa”, będzie musiała się usamodzielnić. Rokuje na taką, co nie da sobie w kaszę dmuchać, więc liczę, że sobie poradzi. I że ja sobie z tym poradzę.

Założyłam grupę na FB!

Plan założenia grupy chodził już za mną od kilku miesięcy. Ale jak ze wszystkim, nie umiałam dac sobie kopa i się zebrać. Wciąż też zastanawiałam się, jaka powinna być tematy zrzeszająca czytelników, bo na blogu ostatnio taki groch z kapustą 😛

No ale, w głowie wszystko się jakoś poukładało, więc jest! Od ponad tygodnia funkcjonuje Urodowa Grupa Żurnalistki, do której możecie zapisać się TUTAJ

Jaram się nią niesamowicie, bo mimo, że jest mała i młoda, nie hula na niej wiatr 🙂

Magia grup polega na tym, że jeszcze bardziej zmniejszamy dystans między sobą i jakoś łatwiej napisać o tym, o czym nie pisnęłybyśmy słówkiem na funpage’u czy wallu Facebooka. No i zrzesza osoby poszukujące podobnych treści. Widzicie, same plusy 🙂

Pisałam już, że osoby, które zapiszą się do grupy dostaną rabat na mój produkt? Nie? No to już wiecie 🙂

Blog stabilizuje kierunek

Ostatnio byłam nieco “rozjechana”. Na blogu poruszałam już tyle tematów, że spokojnie mogłabym z tego stworzyć 3 oddzielne strony 😉 A przecież nie o to chodzi! Kiedyś wszyscy szli w lifestyle. Wtedy Żurnalistka była blogiem o polskich kosmetykach. Nie ukrywam, że w głowie siedzi mi tyle myśli, że trochę dusiłam się  w tak wąskiej tematyce. Dlatego postanowiłam rozszerzyć tematykę i się nieco zapędziłam. Na stronie pojawiało się wszystko. Od życiowych rozkmin, przez meble, przepisy, modę, marketing, na kosmetykach kończąc. Wracam jednak do korzeni, czyli urody, z którą zawsze byłam najbardziej kojarzona. Dlaczego tak długo na to czekałam? Nie wiem.

Moje spojrzenie na blogowanie jest mimo wszystko niezmienne. Nawet najwęższa dziedzina potrzebuje czasem odrobiny świeżości i polotu. Poza wiodącą tematyką, raz na jakiś czas powinniśmy napisać o czymś innym. Dla złapania oddechu, by nie popaść w rutynę i dać się poznać czytelnikowi z innej strony. Dlatego raz na jakiś czas będę pozwalała sobie na tematy nie związane bezpośrednio z urodą.

Niezmiennie jednak to właśnie branża beauty będzie wiodła prym na stronie. Trochę tylko ogarnę kategorie bloga, odkurzę lub usunę to, co się nie sprawdziło.

Przy okazji ważne pytanie do Was. O czym dodatkowo wciąż mam pisać?

  • marketing i blogowanie
  • parenting
  • przepisy
  • styl życia

To na razie tyle. Uff. Mega się cieszę, że mogłam się tym wszystkim z Wami podzielić i że w końcu w głowie zapanuje porządek. Chociaż pewnie nie na długo, bo nie byłabym sobą mając te wszystkie myśli tak bardzo poukładane 😉

Trzymajcie za mnie kciuki. Jest mi to teraz baaardzo potrzebne!