Krok dalej niż blogowanie – blogerki o swoich biznesach

Blogujesz, masz pomysł na biznes, ale nie wiesz jak zacząć? Oto bezcenne rady influencerek, które odniosły sukces sprzedając własne produkty.


Niedawno pisałam o tym, że warto mieć plan “B” na wypadek, gdyby moda na blogowanie się skończyła. Wspominałam także o tym, że naturalną konsekwencją sukcesu bloga jest produkt bądź usługa autorstwa influencera. Jedni nazwą to modą. Dla mnie to naturalny proces, który pozwala blogerowi wciąż się rozwijać. W Stanach Zjednoczonych czy krajach Europy Zachodniej to norma. W Polsce zaledwie od kliku lat mamy szansę przyzwyczajać się do tego, że blogerzy przenoszą biznesy do realnego świata.

Oto historie czterech znanych blogerek, które przeniosły biznesy na wyższy poziom. Jak zaczynały i jakie mają dla Was rady?

Natalia blog Jest Rudo, sklep Mój Szop

jest-rudo-moj-shop

W swoim sklepie MojSzop.pl sprzedaję wyłącznie produkty elektroniczne. Na tę chwile są to akcje do Photoshopa (coś jak filtry na Instagramie, które jednym kliknięciem odmienią Twoje zdjęcia), a także lekcje fotografii. Niedługo ruszam także z kursami.

Próg wejścia do tego typu biznesu nie jest wysoki. Oczywiście każda branża jest inna, ale brak fizycznych produktów pozwala zaoszczędzić sporo gotówki. Na materiałach, wysyłce, produkcji. Dlatego też nie potrzebowałam zewnętrznego finansowania, dotacji. Wszystkie początkowe koszty pokryłam z własnej kieszeni.

W moim przypadku była to suma ok. 4.500 zł , na która składało się założenie i techniczne ogarnięciesklepu na WordPressie, program do wysyłki newslettera, hosting i domena SSL, regulamin, program do fakturowania, opłaty bankowe, zgłoszenie znaku towarowego oraz usługa prawnika, by zrobić to porządnie.

Sama radzę sobie i w roli fotografa i grafika, więc odpadły mi tego typu koszty, jednak warto je uwzględnić w swoich obliczeniach. W końcu nasza strona musi wyglądać i zachęcać do zakupów. W mojej opinii nie ma od tego wyjątków, a już na pewno, jako początkujący przedsiębiorcy, nie chcemy w ten sposób ryzykować 😉

Dopięcie wszystkich technicznych kwestii zajęło mnie i mężowi (Mój Szop to nasze wspólne dziecko) ok. 3 miesięcy. Sporo czasu, jednak stawialiśmy wszystko od zera. Ja skupiłam się na produktach i wizualnej części sklepu, mąż wziął na siebie te bardziej techniczne aspekty własnego biznesu, związane z wyborem biura księgowości, banku, obsługi płatności itp.

To, na czym zupełnie się nie znaliśmy – zlecaliśmy. Sklep od zera stworzył dla nas OpiekunBloga.pl, z którego usług wciąż korzystam i chętnie polecam każdemu. Wojciech Wawrzak zadbał o regulamin.

Weźcie proszę pod uwagę, że w tym czasie oboje wciąż pracowaliśmy na pełny etat, obmyślaliśmy przeprowadzkę do Polski, a ja regularnie blogowałam na JestRudo.pl. Sporo obowiązków, dlatego też nie zrażajcie się przeciwnościami. 15 minut dziennie poświęcone na rozwój biznesu to 105 minut w tygodniu. 7 godzin miesięcznie. Sporo można zdziałać w 7 godzin, wierzcie mi!

Produkty pojawiały się w sklepie partiami, a więc i dochód rósł wprost proporcjonalnie do ilości asortymentu. Największe bumjest zawsze, gdy w sklepie pojawia się jakaś nowość i trwa akcja promocyjna. W naszym przypadku nad wyraz skromna, nigdy na przykład nie reklamowaliśmy się, czy to na Facebooku, czy w Google.

Pierwsze pieniądze ze sprzedaży własnych produktów zarobiliśmy już po kilku godzinach od premiery, jednak minęło kilka miesięcy, nim kwota ta się się ustabilizowała. Mimo że wybór produktów jest niewielki i skierowany do wąskiej grupy odbiorców, sklep miesięcznie przynosi stały dochód, który pokrywa sporą część naszych regularnych wydatków.

Dochód jest niemal w 100% pasywny, gdyż problemy czy pytania pojawiają się naprawdę sporadycznie. Mówię to na zachętę. Działajcie. Twórzcie. Sprzedawajcie. Ja wierzę, że SIĘ DA! i Wy też uwierzcie.

Ania, blog Niebałaganka, sklep Balancy.me

Przy tworzeniu mojego pierwszego fizycznego produktu, czyli balancy.calendar, największym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniego wykonawcy. Nie jestem w stanie sama wyprodukować notesu/kalendarza, a znalezienie drukarni, która będzie chciała wykonać mój wymarzony produkt i zapewni odpowiednią jakość, zajęło mi prawie 2 lata. I choć nie były to codzienne poszukiwania, to znacząco odbiły się na terminie startu.

Pomysł na sam produkt powstał bardzo naturalnie – stworzyłam go w pierwszej wersji dla własnych potrzeb. Czasem wrzucałam zdjęcie na Instagram i od razu dostawałam mnóstwo pytań o to, co to za kalendarz. Było to dla mnie potwierdzeniem, że warto nad nim pracować.

Samo stworzenie sklepu nie było aż tak wymagające, bo wiedziałam jak ma wyglądać, co ma się znaleźć na stronie. Nieocenioną pomocą był tutaj mój mąż, który zajmuje się tego rodzaju projektami na co dzień. Ja miałam czas by przygotować wszystko inne tj. treści zdjęcia i wszelkie niezbędne koncepcje, a także sprawy formalne.

Balancy.calendar nas zaskoczył, ale dynamika sprzedaży zmieniała się z miesiąca na miesiąc. Niemniej produkt zaczął na siebie zarabiać po pierwszym kwartale, co przy dziecku i mimo wszystko niewielkim nakładzie promocyjnym uważam za sukces. Byłam w dość komfortowej sytuacji, bo mogłam zainwestować własne środki w rozwoju biznesu, nie sięgając po pożyczki i to dawało mi od początku spokojny sen (choć w towarzystwie kartonów z produktem).

Kasia blog Worqshop,  kreatywne kursy online

blog-worqshop-kursy-online

Moja przygoda z tworzeniem i sprzedażą kursów online zbiegła się w czasie z założeniem własnej działalności gospodarczej i największe wyzwania związane były z mądrym i sprawnym zgraniem tych dwóch rzeczy w czasie.

W marcu 2016 roku otworzyłam firmę i rozpoczęłam sprzedaż swojego pierwszego kursu Kreatywnie Na Co Dzień – obie te sprawy były dla mnie nowością i na pewno teraz dałabym sobie więcej czasu aby na spokojnie uporać się z formalnościami i sprawami technicznymi. Większa ilość czasu i mądrzejsze zaplanowanie wszystkiego na pewno pozwoliłoby uniknąć mi wielu stresów i niepotrzebnego denerwowania się o różne istotne szczegóły.

Druga sprawa – gdy zaczynałam swoją przygodę z kursami online w Polsce ten temat dopiero raczkował, a swoje kursy – głównie związane z rozwojem, biznesem i życiowo “niezbędnymi” tematami sprzedawało zaledwie kilka osób. Po badaniu rynku wśród moich Czytelniczek wiedziałam, że kursy które chcę robić dotyczyć będą tematów kreatywnych, związanych z dokumentowaniem wspomnień i tworzeniem albumów Project Life. Tutaj pojawiło się drugie wyzwanie, bo wiadomo, że hobby i pasja nie są potrzebami pierwszej kategorii, łatwiej jest sprzedać produkt, który rozwiązuje konkretny problem niż taki, który zaspokaja potrzeby wyższe więc promocja i sprzedaż kursu musiała być świetnie dopasowana do mojej grupy docelowej.

Samo stworzenie kursu nie zajęło mi wiele czasu, uporałam się z tym w ciągu 6 tygodni jednocześnie prowadząc bloga i wykonując różne drobne zlecenia dla klientów.

W pierwszej edycji sprzedałam kursy za ponad 10 000 złotych – dla mnie był to świetny wynik! Może obiektywnie nie jest to wielka liczba, ale … mówimy tu o kursie z kategorii “hobby”, który nie gasi pożarów oraz o sytuacji, gdzie głównym kanałem sprzedaży był blog, mający mniej niż 10 000 UU miesięcznie oraz lista e-mail na której miałam 400 osób zainteresowanych kursem.

Był to dla mnie świetny wynik, zwłaszcza, że stworzenie kursu – poza czasem i energią – nie kosztowało mnie zbyt wiele, a sam produkt sprzedałam do tej pory trzykrotnie. W 2016 roku opracowałam trzy kreatywne kursy online – Kreatywnie Na Co Dzień, Projekt Lato oraz Grudniownik, które rozwijam i zamierzam oferować w kolejnych akcjach sprzedażowych.

Sprzedając swoje własne kursy (najbliższy Projekt Lato http://worqshop.pl/projekt-lato-2017/ startuje już na początku lipca!) stworzyłam sobie źródło zarobku z bloga niezależne od współprac i zleceń oraz nauczyłam się mnóstwa nowych rzeczy, wiem co działa na moim blogu, co rezonuje z odbiorcami, jak budować zainteresowanie produktem, jak ustawić reklamę, jak zaplanować akcję sprzedażową jak produkt promować oraz jak go sprzedawać.

Swoją wiedzą i doświadczeniem chętnie dzielę się zarówno podczas czwartkowych spotkań live na moim fanpage w ramach cyklu Worqshop Qulisy jak i w ramach indywidualnych konsultacji na które można umawiać się przez maila kontakt@worqshop.pl!

Przygoda z własnym biznesem i kursami online okazała się najbardziej kreatywną i rozwijającą ze wszystkich!

Monika, blog Black Dresses, marka odzieżowa i sklep monikakaminska.com

foto: Maciej Cioch

Ile czasu zajęło Ci stworzenie sklepu internetowego – od pomysłu, przez projektowanie, szycie, do otwarcia?
To było mniej więcej pół roku. W czerwcu 2014 roku zaczęłam razem z konstruktorką pracować nad krojem sukienki, a w grudniu otworzyłam sklep, a w zasadzie wtedy sklepik internetowy. Chociaż oczywiście w czerwcu wydawało mi się, że ruszę we wrześniu, hehe. Teraz wiem, że do wszystkich planów muszę dodawać +50, a nawet 100 % czasu.

W trakcie wdrażania pomysłu w życie na pewno w głowie rodziło się wiele wątpliwości. Czego najbardziej się bałaś?
Prawdę mówiąc nie pamiętam. Wtedy chyba działałam na takiej adrenalinie, że niczego się nie bałam. Okay, może kwestii technicznych, bo na tym średnio się znałam. Czy sklep będzie działał, czy nic się nie zatnie, czy płatności będą przechodzić itp. Na przykład chwilę przed otwarciem okazało się, że nie zeskanowałam dowodu, więc pomimo iż podpięłam sobie PayU, to nie da się zrobić zakupów. Na szczęście szybko udało się nad tym zapanować i nie było żadnych większych problemów.

Sklep szybko zaczął zarabiać, czy może na początku wychodziłaś na zero?
Wiosną 2015 r. dostałam e-mail z gratulacjami od księgowej z okazji zapłacenia pierwszego podatku dochodowego. Nie było to jakoś spektakularnie szybko, ponieważ na początku było mnóstwo inwestycji (tkaniny, szwalnia kroje, zdjęcia, sklep internetowy itp), ale też nie narzekam, bo tak naprawdę mogę się pochwalić tym, że sprzedawałam od pierwszego dnia.

W jaki sposób promowałaś sukienki? Poprzez blog i paczki dla influencerów czy może jeszcze innymi ścieżkami?
Tak naprawdę sklep na początku wypromował mi się za darmo, bo pocztą pantoflową. Pierwsze klientki były oczywiście z bloga, ale polecały mnie swoim koleżankom i w ten sposób krok po kroku wszystko się rozwijało. Dobra jakość zawsze borni się sama, ale oczywiście nie zapomniałam o marketingu i PR, to jednak temat na osoby artykuł.

Jak zdobyłaś pieniądze na biznes? Własne środki, dotacje, pożyczki?
W bardzo prosty sposób: oszczędziłam pieniądze, które zarobiłam na reklamach na blogu.Gdybyś zaczynała po raz drugi, zrobiłabyś coś inaczej?

Szybciej zaczęłabym sama pozować w moich produktach. Na początku wydawało mi się to mało profesjonalne, dlatego zatrudniałam modelki. Później jednak okazało się, że klientki wolą oglądać sukienki na mnie. To miłe, chociaż nie ukrywam, że pozowanie jest naprawdę trudne.

Co byś poradziła blogerom, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę ze sprzedażą własnych produktów?
Żeby się nie bali ciężkiej pracy. Prowadzenie własnego biznesu jest jak granie monodramu. Trzeba być jednocześnie aktorem głównym, drugoplanowym i jeszcze najlepiej pięcioma statystami. Wstaje rano i tak naprawdę nie wiem do końca co będę robić. Pomimo, że jestem człowiekiem linijką i staram się wszystko skrupulatnie planować, to zawsze nagle zdarza się coś niespodziewanego za co trzeba się natychmiast zabrać. Ale właśnie ta nieprzewidywalność jest dla mnie w tym zawodzie piękna!

Wydawało Wam się, że stworzenie marki odzieżowej, sklepu internetowego bądź kursu jest  rzeczą nie do ogarnięcia? Dziewczyny udowadniają, że wystarczy pomysł, zauważenie potrzeby rynku, trochę ciężkiej pracy i masa pasji. Wtedy musi się udać!

Close