Co warto kupić z Bell? Mój wybór

Tanie i dobre kosmetyki? Brzmi jak dowcip, jednak w przypadku kilku produktów Bell, to całkowita prawda. Sprawdźcie, które z nich pozytywnie mnie zaskoczyły i na co warto zwrócić uwagę w drogerii.


Pamiętacie paczkę z Bell, którą pokazywałam na Facebooku? Wielkanocny Zając przyniósł mi dwa kartony kosmetyków polskiej marki. A że o produktach do makijażu można szybko wyrobić sobie zdanie, wracam z wyselekcjonowaną listą kosmetyków Bell, które naprawdę warto mieć.

Moja opinia o kosmetykach Bell

Darzę je wielkim sentymentem. Z Bell miałam pierwszą, własną, prywatną pomadkę. Taką wiecie, całą moją i legalną, a nie podkradaną ukradkiem mamie. Była jakby biała z lekkimi prześwitami różu, a po nałożeniu na usta zostawiała satynowo-różową poświatę. Pod różnym kątem padania światął, wyglądała nieco inaczej. Potem przyszedł czas na pierwszy korektor i tusz do rzęs – również z Bell. Opakowania były ciemnoczerwone i niestety nietrwałe, bo szybko się łamały nakrętki, zatyczki etc. Od tamtych bardzo zamierzchłych czasów dużo się zmieniło.

Teraz wiele kosmetyków Bell to naprawdę dobra jakość i niska cena. Nad niektórymi opakowaniami można by popracować, ale z drugiej strony, drogie opakowanie stworzy większy narzut na ostateczną cenę kosmetyku. Spośród kilkudziesięciu produktów, które miałam okazję wypróbować, wybrałam dziewięć, moim zdaniem wartych zakupu.

Co warto kupić z Bell?

Głównym atutem kosmetyków Bell jest ich niska cena i łatwa dostępność do asortymentu. Skłamałabym pisząc, że drogeryjna szafa Bell to same hity, które odmienią nasz makijaż. Nie. Tak w każdej marce i tu zdarzają się wzloty oraz upadki. Nie mniej, jest kilka perełek, które spokojnie mogą dorównywać kosmetykom z górnych półek cenowych, niejednokrotnie przewyższając je jakością. Oto moje hity z Bell:

 

Matowa pomadka w płynie – jeden z moich ulubionych produktów w paczce. Ma w zasadzie wszystko to, czego oczekuję od pomadki matowej. Gęsta, kremowa konsystencja, intensywny kolor, który nie potrzebuje poprawek. Po kilku minutach zastyga na ustach. Jest w stanie wytrzymać kilka godzin, jeśli nie jemy nic bardzo tłustego (wiadomo, olej źle działa nawet na trwałe produkty do ust). Moja ulubiona to ta w odcieniu angielskiego różu. Idealna dla blondynek.

Nie podam Wam ceny, bo pomadka którą dostałam, znajduje się w opakowaniu ze starej (chyba) linii. Ta cenowo wypada mniej więcej na poziomie 10 zł. Nowe kosztują 15 zł. Nie wiem tylko, czy to jest ten sam produkt, czy dostałam tańszą, biedronkową wersję. Jeśli ktoś się orientuje, niech da znać 🙂

Tint Hypoalegenic – hipoalergiczna wersja sławnej farbki do ust. To były jedne z moich pierwszych wodoodpornych pomadek, więc do tintów żywię duży sentyment. Jest tak trwała, że nawet kosmetyk usuwający makijaż wodoodporny, ma problem ze zmyciem tinta. Konsystencja mogłaby być mniej wodnista, ale taka specyfika farbki do ust, że nie daje efektu szminki. Wersja dla alergików mniej wysusza wargi. Ale mogłaby być bardziej napigmentowana, bo jedna warstwa tworzy prześwity. Mimo to produkt jak najbardziej godny polecenia!

cienie-trwale-w-kremie-bell

Cienie w kremie Wanted Longlasting Cream eyeshadow. Bardzo miłe zaskoczenie! Chociaż używam ich nieco niezgodnie z przeznaczeniem. Cielisty służy mi za bazę pod cienie, przy okazji wyrównuje kolor powieki. Zimny brąz wpadający w szarość stosuję jako pomadę do brwi. Z powodzeniem może zastąpić pomady Inglota. Jest trwały (wytrzymuje cały dzień), dobrze napigmentowany, a gęsta, nieco tępa i żelowa konsystencja sprawia, że świetnie rozprowadza się po  brwiach. A jeśli za to wszystko płacimy zaledwie 8 zł, to chyba nie ma co się zastanawiać. Produkt godny zakupu!

Hipoalergiczne cienie do powiek w musie – kremowe, a zarazem bardzo lekkie cienie zamknięte w słoiczku. Przyjemnie rozprowadzają się na powiece i nie zbierają w załamaniach, o ile nie przesadzimy z ilością produktu. Są naprawdę trwałe. Jeśli jednak nie lubicie cieni w kremie, potraktujcie je jak bazę, podbijającą kolor sypkich cieni. Ja właśnie tak robię. Cena 15 zł.

Tusz do rzęs Royal Maxxx 4D  z modelującymi włóknami i aloesem. Wybór tuszu do rzęs to moim zdaniem sprawa indywidualna. Jak z kosmetykami do włosów. Nie wszystkie na tym samym kosmetyku zachowują się identycznie. Tak też jest z tuszami, więc miejcie na uwadze, że jeśli mi odpowiada, w Waszych przypadkach wcale nie musi tak być.

Co spodobało mi się w tuszu do rzęs Bell? Naturalny efekt, rozdzielenie rzęs i pogrubienie. Nie skleja włosków i ładnie podkreśla każdą z rzęs. Szczoteczka jest wykonana z włosia, za co daję następnego plusa, bo bardzo nie lubię silikonowych maskar. Modelujących włókien nie zauważyłam, ale pewnie się nie znam 🙂 Myślę, że efekt jaki uzyskujemy jest wart więcej niż 11 zł, które musimy zapłacić za tusz.

Eyeliner w kałamarzu – Secretale waterproof Liquid Eyeliner . Ma optymalnie twardy pędzelek, dzięki czemu stabilnie przywiera do powieki i precyzyjnie maluje kreski. Intensywna czerń sprawia, że nie muszę poprawiać eyelinera, by kreska była widoczna. No i to, co najważniejsze. Jest naprawdę trwały. Wytrzyma cały dzień. Chociaż wodoodpornym bym go nie nazwała. Najważniejsze, że nie rozmazuje się na powiece i szybko zastyga. Cena około 12 zł

Hypoalergiczna paleta do konturowania twarzy. Kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie w paczce! Nie spodziewałam się, że Bell stworzy bronzer, którego kolor jest bardzo dobrze wyważony. Jednocześnie neutralny i chłodny. Pasuje do jasnej karnacji, będzie ładnie współgrał urodą blondynek. Zarówno jasny jak i ciemny kolor są matowe, więc jeśli nie lubicie błysku na twarzy, kosmetyk Was zadowoli. Chcąc uzyskać delikatne konturowanie, wystarczy zmieszać oba kolory. Ja jestem zachwycona efektem! Cena około 23 zł

Wielokolorowy puder Secret Garden –  Producent rekomenduje go jako kosmetyk korygująco – upiększający. Jak najbardziej się z tym zgadzam, bo puder pięknie wykańcza makijaż. Pochodzi z limitowanej linii wiosna 2017, więc osoby zainteresowane kosmetykiem powinny spieszyć się z jego zakupem. Dostaniecie go w Biedronce za 13 zł.

Dlaczego warto mieć puder? Jest transparentny, więc pasuje do każdej karnacji. Nawet gdy się opalicie, będzie się nadawał. Matuje skórę, ale nie pozostawia efektu pudrowej maski, której szczerze nie lubię, więc kolejny plus. Odbija światło, przez co cera wygląda na bardziej promienną i wypoczętą. Mam też wrażenie, że nieco wydłuża trwałość makijażu.

Trójfazowy olejek do paznokci Velvet Story Bell. Wygląda jak lakier, ale w rzeczywistości to odżywka o pięknym, słodkim zapachu. Niby do skórek, ale ja wcieram go w całą płytkę. Przydaje się szczególnie po ściągnięciu hybryd – dla odżywienia paznokcia. Spodobał mi się przede wszystkim za zapach, wygładzenie płytki i cenę, czyli około 7 zł.


Polskie kosmetyki po raz kolejny zaskakują. Marka Bell pokazuje dodatkowo, że tanie może oznaczać dobre.