Hity miesiąca! Styczeń

Polski kosmetyk zainspirowany koreańskim rytuałem, kryminał prawniczy oraz tanie akcesoria, które dorównują tym z górnej półki. Oto moje hity stycznia!


Najwyższy czas pokazać, co mnie cieszyło, inspirowało, bądź po prostu sprawiło, że życie w styczniu było nieco łatwiejsze i przyjemniejsze.

Ostatnio żyję pampersami, więc moje hity ograniczają się do rzeczy, na które miałam czas, więc jest tego niewiele. Mam jednak nadzieję, że również Was najdzie ochota do ich odkrycia.

Remigiusz Mróz – Kasacja

remigiusz-mroz-kasacja-chylka

Miałam ochotę na lekki kryminał, ale nie wiedziałam na co postawić. Z reguły nie kupuję książek bez czyjejś rekomendacji. Jak z nieba spadł mi post na blogu Black Dresses, w którym Monika poleca powieści Remigiusza Mroza. Zaczęłam od Kasacji i wchłonęłam ją jak kanapkę z masłem orzechowym 😉 Książkę doceniłam za język, zbrodnię z gatunku amerykańskich osadzoną w polskiej rzeczywistości i przedstawienie faktycznych wzorów zachowań w postępowaniu kasacyjnym.

To trochę przez moje ciągoty do prawa. Jednym z moich pomaturalnych pomysłów na życie, było ciąganie się po sądach w todze. Jednak wizja wkuwania kodeksów jakoś mnie zniechęciła. A sentyment pozostał. Jeżeli więc lubicie prawnicze sztuczki, ta pozycja powinna Was zainteresować.

Kasacja to pierwszy tom kryminałów przedstawiających przygody mecenas Joanny Chyłki i jej aplikanta. Jest kilka zwrotów akcji, analiza ludzkich zachowań, a przede wszystkim… zaskakujące zakończenie. W sam raz na zimowe wieczory, albo zajęcie się czymś pożytecznym w trakcie karmienia dziecka.

Najlepsze kosmetyki do pielęgnacji twarzy – styczeń 2017

pielegnacja-kosmetyki-styczen-2017

Cztery produkty, z których część jest dla mnie miłym zaskoczeniem. Ale zacznijmy od sprawdzonego i dobrze znanego Organique. Zimą mam zawsze przeokrutnie suche dłonie. Ale w tym sezonie moja skóra na tej części ciała przeżywa armagedon. Jest tak sucha i podrażniona, że pęka aż do krwi. Aby poprawić jej stan oczywiście sięgałam po kremy do rąk. Jednak niektóre z nich jeszcze bardziej ją podrażniały. Na razie z podrażnieniem najlepiej radzi sobie regenerująca maska do rąk Organique. Najważniejsze, że skóra w podrażnionych miejscach nie piecze po jej nałożeniu (inne kremy tak na nią działały), a po kilku zastosowaniach jej wygląd się poprawia.

Teraz czas na miłe zaskoczenia. Pierwszym z nich jest krem Collistar Omega 3+ Omega 6 Oil Cream, który dostałam w paczce PR. Ma delikatnie słodki zapach i dosyć gęstą konsystencję, ale po nałożeniu na twarz szybko się wchłania i nie zapycha porów. Działa świetnie na przesuszoną skórę,o niweluje uczucie szorstkości i ściągnięcia. W styczniu sięgałam po niego szczególnie chętnie, tym bardziej w dni, gdy ogrzewanie w domu pracowało pełną parą, a mróz nie odpuszczał.

A teraz jedno z największych, pozytywnych zaskoczeń. Marka Farmona wypuściła linię kosmetyków Dermiss, nawiązujących do azjatyckich rytuałów pielęgnacji twarzy. Każdy kosmetyk oznaczono numerem i odpowiednim kolorem. To ma ułatwić konsumentom wybór kosmetyków i stosowanie ich w odpowiedniej kolejności. Z całej serii Dermiss mam 5 produktów, ale dwa widoczne na zdjęciu zrobiły na mnie największe wrażenie.

Pierwszy z nich to kremowy olejek do demakijażu 0’1 nutri cleansing. Wśród polskich kosmetyków nie spotkałam jeszcze produktu tego typu. Są płyny dwufazowe z olejkami, płyny micelarne z olejkami, ale olejku przeznaczonego stricte do mycia twarzy chyba jeszcze nie było. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie. Olejki myjące to przede wszystkim domena azjatyckich marek, które nie tylko sporo kosztują, ale też są trudno dostępne. W mniejszych miastach ich nie uświadczysz, więc zostają zakupy w sieci.

Olejek Dermiss jest gęsty i bardziej przypomina żel. Albo coś między olejkiem, a żelem. Co spodobało mi się w tym kosmetyku? W kontakcie ze skórą zaczyna ją przyjemnie rozgrzewać, otwierając tym samym pory. Ale bez obaw. Nie robi krzywdy cerze naczynkowej czy wrażliwej (przynajmniej w moim przypadku). Spienionym olejkiem robimy masaż twarzy, a po kilku minutach zmywamy kosmetyk. Po tym rytuale skóra jest bardzo miękka, przyjemna w dotyku i nawilżona. Nie pamiętam, który kosmetyk zrobił na mnie takie wrażenie jak ten olejek. A jego kolejny atut to pochodzenie – polskie kosmetyki rulez!

Drugi kosmetyk z linii Dermiss Farmona, który dobrze dogaduje się z moją skórą, to krem na noc 0’6 Clever Renewal. Kosmetyk ma w trakcie snu ma pobudzić regenerację i odbudowę wewnątrzkomórkową, zmniejszyć działanie stresu i opóźnić efekty starzenia. Czy faktycznie tak się dzieje, trudno mi powiedzieć. Wiem natomiast jedno. Rano moja skóra nie jest przesuszona, wiotka i bez wyrazu, więc jakąś robotę ten kosmetyk wykonuje. To mnie zadowala.

Akcesoria do makijażu za 12 zł

lidl-akcesoria-makijaz

Gąbeczkę i szczoteczkę-pędzel kupiłam w Lidlu przypadkowo.  Dyktowała mną ciekawość, by porównać je z markowymi akcesoriami tego typu. Gdyby wypadły całkiem znośnie, pospiesznie chciałam Was o tym poinformować. Szczoteczki i gąbeczki nie znajdziecie w regularnej ofercie tego dyskontu, a szkoda, bo ich jakość względem ceny naprawdę zaskakuje. Włosie w szczotce jest zbite i bardzo miękkie. Dobrze trzyma się w dłoni i łatwo rozprowadza kosmetyk, nie tworząc niepotrzebnych smug. Zrobiona z syntetycznego włosia, więc nie powinna uczulać, a ponadto nie wchłania produktu. Nie oszukujmy się, wygląda nieco tandetnie, ale spełnia swoją rolę, więc na brak walorów estetycznych można przymknąć oko.

Kupując gąbkę miałam mieszane uczucia, bo wszystkie “jajka” do podkładów za około 10 zł nadają się do kosza. Ale po wyjęciu gąbki z opakowania już wiedziałam, że może być dobrze. Oczywiście jest nieco twardsza od oryginalnego Beautyblendera, ale dobrze spełnia swoją rolę. Po namoczeniu zwiększa objętość jak typowe jajeczko BB. Dobrze rozprowadza podkład, więc nie ma się do czego przyczepić. Jak za 12 zł – naprawdę warto!!!!

Jeżeli oba akcesoria do makijażu pojawią się jeszcze w Lidlu, polecam na nie zapolować, bo jakość przebija cenę.

Hity stycznia w blogosferze

Uwielbiam posty użyteczne, które podpowiadają ciekawe rozwiązania w ułatwianiu sobie życia. W styczniu z dużą przyjemnością czytało mi się:

  1. 5 rzeczy, które przestałam kupowaćKameralna
  2. Zamiast small talk: 200 pytań, by poznać się lepiej – Króliczek doświadczalny

Hity stycznia na blogu

Najchętniej czytanym styczniowym artykułem, był post Ktoś podgląda moje dziecko. Natomiast spośród wszystkich tekstów na blogu, najchętniej czytaliście Top 5 produktów pod oczy. Co polecam?


Czy zainteresowało Was coś spośród moich hitów miesiąca? A jeśli znacie te produkty, to czy również byście je polecili?

Close