Jak to jest z tym barterem

Zaczynać rozwój bloga od barteru czy z twardymi zasadami mówiącymi “nie współpracom niekomercyjnym”? Każdy bloger, nie tylko ten początkujący, staje przed podobnym dylematem. Ze mną  było podobnie.


Barter i moje początki blogowania

Od początku blogowania miałam pewną strategię. Wiedziałam do czego dążę i wydawało mi się, że wiem jak to osiągnąć. Z perspektywy czasu oceniam swoje podejście jako całkiem racjonalne. Mimo wszystko mogłabym co nieco poprawić. Co więc robiłam?

Założyłam, że jeżeli chcę mieć kiedyś większe współprace, muszę zadbać o swój “wizerunek reklamowy”. Po kilku tygodniach blogowania stworzyłam zakładkę współpraca i wpisałam do niej, jakie działania podejmuję. Gdy zaczynał się jako-taki ruch, odezwałam się do firm, które znałam z pracy zawodowej (byli to przede wszystkim lokalni przedsiębiorcy) z propozycją sponsorowania przez nich nagród w konkursie, który zorganizuję. Dzięki temu mogłam już do zakładki współpraca wrzucić logotypy kilku firm. Był to jasny przekaz dla innych marek, że działam z firmami, a te się udają. Oczywiście, było mi łatwiej, bo nie musiałam budować relacji z firmą od początku, gdyż już się znaliśmy. Ale mam też na swoim barterowym koncie kilka marek, z którymi wcześniej nie miałam żadnego kontaktu. Po prostu wiedziałam, jak znaleźć sponsorów poszczególnych akcji.

Wiedziałam też, że nigdy nie podejmę się współpracy za pastę do zębów czy proszek do prania. Po pierwsze nie wpisywało się to w ówczesną tematykę bloga, po drugie po prostu taka współpraca mi nie leżała i nie budowałaby w moim przypadku pozytywnego wizerunku bloga.

Miałam też pewność, że działania barterowe nie mogą potrwać za długo. Mają tylko “rozbujać” blog. Na początku zawsze jest potrzebna promocja, a konkursy są są świetnym narzędziem do jej przeprowadzenia. A zamiast inwestować w nagrody, można znaleźć firmy, które z chęcią je zasponsorują. Przyjmowałam przede wszystkim takie, które wpływały pozytywnie na wizerunek strony – kosmetyki firm, które lubię, produkty, których z chęcią używam a i tak bym je kupiła. Tak, moje współprace barterowe nie ograniczały się jedynie do sponsorów nagród w konkursach.

Przyszedł jednak czas, gdy zaczęłam konsekwentnie odmawiać działań barterowych. Wynikało to przede wszystkim z rozrośnięcia się bloga i otrzymywania coraz częstszych propozycji współpracy finansowej. Blog kosztował mnie coraz więcej pracy, zaczęłam także inwestować w niego pieniądze. Zrozumiałam, że już najwyższy czas cenić się i odpowiednio wyceniać. Dlaczego? Redakcje portali internetowych również nie pracują za darmo, a jeżeli postrzegam blogowanie jako pewnego rodzaju pracę, muszę do niej podchodzić z należytą konsekwencją.

Chcę Wam w ten sposób uzmysłowić, że gdy blog ma już swoją publiczność, jest cytowany, polecany, zyskuje jakąś wartość, nie powinniśmy bazować na barterze. To nie tylko brak szacunku dla siebie, ale także dla czytelników czy nawet firm. Co pomyśli o nas odbiorca, który wie, że za krem jesteśmy w stanie napisać referat wielkości doktoratu? Czy porządna firma może liczyć, że za barter zrobimy tak samo dużo i dobrze jak za konkretne pieniądze, których część i tak zostanie zainwestowana w rozwój strony internetowej?

W tej chwili sytuacja wygląda podobnie. Nie podejmuję się działań, których nawet rzeczowe wynagrodzenie nie jest równowarte stawce za wpis. Nie oznacza to, że na blogu nigdy nie pojawia się barter, albo pół-barter. Nie odmawiam tylko w konkretnych, uzasadnionych okolicznościach. W przypadku gdy wiem, że taka współpraca może mi się opłacić wizerunkowo, mam na nią czas i miejsce na blogu, a produkt jest na tyle atrakcyjny, że sama bym go kupiła bądź planowałam kupić.

Materiały promocyjne / barterowe są przedstawiane na blogu bądź kanałach SM wyłącznie w przypadku, gdy faktycznie się sprawdzają, są miłym gestem czy formą niespodzianki. Znajdują miejsce przede wszystkim właśnie w social mediach. A markom, które chcą coś przesłać, nigdy nie daję gwarancji, że “dar losu” pokażę na logu czy kanałach SM. Chyba, że taka jest zasada naszej współpracy i została określona umową oraz wynagrodzeniem. Tak moim zdaniem powinno to wyglądać. Nie wrzucam na stronę czegoś, czego nie polecę, nie użyję, nie sprawdziło się. Bo najfajniejsze w blogowaniu jest to, że nic nie musimy. Myślicie, że znane redakcje piszą duże artykuły za produkty do testów? Stanowią dla nich materiały poglądowe, na których pracują pisząc teksty na jakiś temat. Na przykład- przekrój kosmetyków. Dostają je, by mieć na czym pracować, a nie jako wynagrodzenie za tekst. I to od redaktora zależy co napisze i ile miejsca poświęci w artykule przekrojowym dla kosmetyku.

Kiedy barter jest fair?

Barter jest czymś całkowicie normalnym i spotykanym w mediach. W związku z tym, że w swojej pracy zawodowej jeszcze przed założeniem bloga niejednokrotnie korzystałam z takiego narzędzia jak barter, wiedziałam jakie plusy i minusy za sobą niesie. A jest ich całkiem sporo.

Barter sprawdza się, gdy obie strony chcą się wypromować, a nawet wybić na partnerze. Działa trochę na zasadzie win-win. Każda ze stron coś dostaje, nikt nie jest stratny. Będzie rozwiązaniem fair, gdy zarówno bloger dostanie satysfakcjonującą paczkę, a firma działania na odpowiednim poziomie, wpływające na jej wizerunek. Marka przesyłając produkt do testów musi się jednak liczyć z tym, że bloger wystawi produktowi negatywną opinię. Przedstawienie produktu w materiale, który nie jest sponsorowany niesie dla marki ryzyko negatywnej opinii, a blogerowi daje większą niezależność.

Barter staje się zagrożeniem dla blogosfery (nawet jeśli podejmuje go jeden blog), gdy działania zazwyczaj wyceniane na wysokie kwoty są opłacane małymi giftami. Co gorsza, wielu blogerów się na to godzi.  A wiadomo, że giftem rachunku się nie opłaci no i ile takich kremów można mieć? Ludzie… tego nie zdąży się nawet zużyć! W efekcie firmy uczą się, że za duże działanie mogą zapłacić ubraniem, kosmetykiem czy sprzętem AGD. Gdy godzi się na takie warunki jeden bloger, inny dostaje podobną propozycję bez szansy na zarobek. To trochę jak efekt domina. Agencje wymieniają się często wiadomościami na temat danych blogerów, przez co w tym światku szybko się roznosi, że pracujemy za barter.

Jak widać, barter ma tak samo dużo plusów jak i  minusów. Tylko od nas zależy jak do niego podejdziemy. Więksi blogerzy mają zazwyczaj alergię na barter brany przez mniejszych autorów, bo jak wiadomo, rządzi przekonanie, że psują rynek. Nie ma co się burzyć na takie opinie, bo nie ma w nich nic dziwnego czy obraźliwego, a raczej mają w sobie mnóstwo prawdy

Dlaczego barter psuje rynek?

Nie traktujmy tego zero-jedynkowo. Oczywiście są lukratywne bartery, które warto podjąć, ale jest ich mniej i zdarzają się rzadziej. W większości są to paczki produktów za określone działania, za które więksi blogerzy biorą pieniądze. Zniesmaczenie zaczyna się w momencie, gdy firma wybiera kilku mniejszych blogerów do współpracy barterowej i pomija tych dużych, którzy podejmują wyłącznie na działania finansowe. Trzeba zrozumieć jeden mechanizm. Duży blog, którego popularność była budowana na ciężkiej pracy i poświęceniu, ma inną wartość rynkową i również wymaga utrzymania. To opłata za domenę, hosting, sprzęt, często płatne programy – czyli wszystko, co przekłada się na jakość bloga.

Z drugiej strony blogerzy często się nie cenią i nie potrafią się wycenić. Nie cenią swojej pracy, więc biorą kremik wartości 20 zł po odjęciu marży (tak, w sklepie kosztuje np. 80 zł, a jego faktyczny koszt to 20 zł), a mogliby dostać konkretne pieniądze.

Jak powinna wyglądać dobra współpraca barterowa?

Barter we współpracy blogowej powinien być podejmowany… z głową. Dotyczy to zarówno twórcy jak i firmy. Po pierwsze bloger chcąc strategicznie podejść do budowy swojej marki, powinien odpowiedzialnie dobierać współprace. Chodzi o to, by produkty czy wyjazdy były zgodne z tematyką bloga i nie stanowiły podstawy bloga. Czyli nie może to być blog którego treścią są tylko teksty związane ze współpracami barterowymi. W ten sposób nie narazimy się na brak wiarygodności.

Barter nie powinien również wyglądać jak artykuł sponsorowany – chyba, że tak umówisz się z marką i sam tego chcesz. Jeżeli produkt się u Ciebie nie sprawdził – wyraź to.

Kolejną ważną kwestią jest szacunek do własnej pracy. Dotyczy tego, co możemy zrobić w ramach barteru. Ile jest wart i ile działań możemy za niego wykonać. Czy krem do twarzy będzie równowartością wpisu ze zdjęciami plus promocji w SM? Zależy to między innymi od zasięgu bloga i jego wartości rynkowej. Oznacza tyle, że jeżeli mamy dobre zasięgi i duży ruch, wynagrodzenie w postaci produktu o małej wartości po prostu się nie kalkuluje. Oczywiście w przypadku osób, które chcą pracować za barter. Partner sam również  nie powinien wymagać za gift wielkich działań. Nie do pomyślenia jest, że za zorganizowanie konkursu, wpis, promocję w SM i jeszcze kilka praktyk (na przykład film na YT) firma chce dać blogerowi wynagrodzenie w postaci… książki. Niestety takie sytuacje wciąż mają miejsce.

Barter od strony firmy

Stałam też po stronie firm, które… szukały współprac barterowych. Oczywiście wszystko zależy od strategii marki i odpowiedniego prowadzenia marketingu. Pisali do mnie blogerzy, którzy chcieli dostać coś… za nic. Ich zasięgi nie były ani trochę satysfakcjonujące, blog nie był ciekawie prowadzony, a pod względem wizualnym pozostawiały wiele do życzenia. Zdarzało się też, że proszono mnie o produkty, które w żadnym stopniu nie były związane z tematyką bloga. Nie mogłam się zgodzić na taką współpracę, ponieważ wpłynęłaby niekorzystnie na wizerunek marki.

Sama również szukałam blogów do współprac, między innymi barterowych. Ale zasady takiego barteru były skrojone na miarę bloga, do którego się odzywałam. Zazwyczaj umawialiśmy się tylko na to, że bloger pokaże produkt na kanałach bądź kanale SM, zrobi z nim  konkurs, albo podlinkuje do sklepu. I tyle. Bez wielkich rekomendacji i tysięcy działań za gift. Warunki były określane wspólnie, bądź negocjowane. Nie pisałam też do blogerów, którzy nie biorą barterów bądź  maja wyśrubowane zasady współpracy, którym firma nie mogłaby sprostać.  Nigdy jednak nie wykorzystywałam blogera, bo sama wiedziałam jak to jest być autorem internetowym. Myślę, że tak jest fair.

Marki niejednokrotnie za to samo działanie dają blogerom różne wynagrodzenia. Takie prawo dżungli. Nie ma co się na nie złościć, jeśli wycenimy się za nisko- bo to tylko nasza decyzja. Agencja ma określony budżet, a my stajemy do pewnego rodzaju przetargu. Od nas zależy, na jakich warunkach podejmiemy współpracę. Czy wycenimy ją jako barter, płatną współpracę z niższym wynagrodzeniem czy za duże pieniądze.


Pamiętajcie! Wielu dużych blogerów zaczynało od współprac barterowych, chociaż teraz się do tego nie przyznają. Bardzo niewielu twórców od początku blogowania konsekwentnie odmawiało takich działań. Oczywiście wyszli na tym bardzo dobrze, ale Ci zaczynający barterowo, a  teraz pracujący tylko za pieniądze, też nie mają się czego wstydzić.

Dajcie koniecznie znać, jakie są Wasze przemyślenia dotyczące barteru. Jeśli macie też jakieś pytanie odnośnie działań niekomercyjnych, również się odzywajcie!