Nieodwracalne zmiany

Będzie córa. Jeszcze trochę jej zostało do przyjścia na świat, a już wprowadziła w naszym życiu nieodwracalne zmiany. Sprawiła, że jestem jeszcze większą realistką, niż do tej pory. Czas więc odczarować te “najpiękniejsze 9 miesięcy w życiu kobiety”.

To będzie chyba najbardziej kontrowersyjny post w historii bloga. Wszystko dlatego, że w moim życiu zaszły nieodwracalne zmiany, które przewrócą je do góry nogami. Poniższe zdania dojrzały we mnie już dawno temu. Ale doszłam do wniosku, że skoro nie JESTEM MATKĄ, ani nie spodziewam się dziecka, to nie mogę się wypowiadać. A że UWAGA (fanfary, konfetti i fajerwerki) za około 22 tygodnie będę miała dziecko, czas wygłosić małe exposé.

Najcudowniejszy okres w życiu. Naprawdę?

Po pierwsze uważam, że czas zerwać z jakimiś baśniami na temat ciąży. Że to niby najpiękniejszy czas w życiu kobiety, że zawsze będziemy go cieple wspominać. Nie. Nawet, jeżeli przechodzimy ciążę bez większych problemów, to wahania nastrojów, awersje do pokarmów, ciągle zmieniające się ciało i lekka niepełnosprawność z powodu brzucha, często bezsenne noce sprawiają, że możemy czuć się co najmniej inaczej.
Moja ciąża na razie (a jestem na półmetku) przebiega bez komplikacji. Mimo to irytuje mnie moja niepełnosprawność i częste traktowanie mnie co najmniej niepoważnie. “Pijesz za mało mleka”, “źle siedzisz”, “za dużo wyjeżdżasz”, “za dużo pracujesz”, “za mało odpoczywasz”. No i moje ulubione “ja na Twoim miejscu”. Sorry, nikt nie jest na moim miejscu i nigdy nie będzie. Wujkowie i ciocie dobra rada  irytują najbardziej. Jak będę potrzebowała rady i wsparcia, to poproszę.
Do tego dochodzą ciągłe przemęczenie, brak tchu, szybciej bijące serce, zawroty głowy, wilczy apetyt, częste wizyty w toalecie, problemy z cerą, przeszkadzający brzuch. Czy w takim stanie kobieta naprawdę może czuć się najlepiej w swoim życiu? Mimo, że zaraz czeka mnie podobno najbardziej szałowa chwila jaką wymyśliła ludzkość, nie uważam, aby te 40 tygodni było synonimem idylli.
Czas zerwać z tym przeświadczeniem. Ciąża naprawdę męczy. A wbija się nam do głowy, że jest tak cudowna tylko po to, żebyśmy nie bały się zachodzić i przedłużać gatunek. Kobieta w tym całym zamieszaniu ma bardziej przesrane niż facet, co warto też niektórym uzmysłowić.

Nie wyprano mi mózgu (jeszcze)

Albo jestem inna, albo coś ze mną nie tak. Nie wzruszają mnie ckliwe opowieści o jedzeniu kaszek, karmieniu piersią i całym macierzyńskim anturażu. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym rozmawiać już wyłącznie o dziecku.

Nie mięknę na widok sukienek ciążowych, a teksty ” dla tych ubrań warto zajść w ciążę” uważam za najbardziej słabe chwyty marketingowe. Warto zajść w ciążę, by założyć spadochron? Naprawdę?

Jestem przeciwniczką karmienia piersią do 4 roku życia. Nie chcę, by dziecko miało wspomnienia z “całowania” moich piersi. Ja na jej (TAK, TO BĘDZIE BABA) miejscu bym się chyba pochlastała. Dramat.

Nie uważam też, że bycie matką ma przywileje w postaci negliżowania się i karmienia w miejscach publicznych. To ma być moja intymna chwila z dzieckiem. Nasze minuty, które warto pielęgnować, bo pewnie już nigdy nie będziemy tak blisko.  Argumenty typu “ale ono było głodne, musiałam”  wsadziłabym miedzy oczy, bo w głowie mi się nie mieści, że nie można jakoś zorganizować sobie życia i wypracować z dzieckiem odpowiednich schematów. Jakoś wiele matek potrafiło temu zaradzić.

Nie bójcie się, blog nie przejdzie rewolucji  i nie stanie się parentingowy. Nie będą matką z kategorii tych “słodko-pierdzących”.  Oczywiście, zdarzą się posty dotyczące moich przemyśleń na temat ciąży, pielęgnacji urody w tym okresie, czy rodzicielstwa potem, bo UWAGA! Tak! Jedną nogą jestem już mamą! Bardzo się cieszę i uważam, że to największe i najtrudniejsze życiowe wyzwanie, jakie może dać los. Jednak nie przesłoni mi to reszty świata. Dlatego Lifestyle, uroda czy marketing będą wiodły prym na stronie.

Close