Jak odświeżyć swój angielski? Moja historia.

Z językami obcymi niestety nie jest jak z jazdą na rowerze. Jeżeli nie używasz angielskiego, nie ćwiczysz, nie przykładasz się, wiele może umknąć z głowy. Jestem tego świetnym przykładem.


Dopadł mnie analfabetyzm wtórny. Nie w kwestii języka ojczystego, a tego drugiego. Często używanego, jednak nie tak intensywnie, jak przed laty. Mowa oczywiście o języku angielskim. Całe liceum chodziłam do British School. Zakończyłam naukę na poziomie FCE, czyli całkiem nieźle. Maturę z angielskiego zdawałam na poziomie rozszerzonym. Reguły gramatyczne potrafiłam wytłumaczyć płynnie i bez potknięć. Co więc się stało? Mam na to kilka wytłumaczeń. Z jednej strony rozleniwiłam się, sądząc, że  dalsza nauka, albo chociażby podtrzymywanie poziomu z języka angielskiego, nie są mi potrzebne. Z drugiej, pojawiła się we mnie blokada, gdy na pierwszym roku studiów jeszcze mi się chciało i chodziłam na prywatne lekcje do pół-brytyjczyka. Namiar na niego nakręciła znajoma mamy. Podobno super gość, native speaker i jeszcze całkiem tani. Nie był nauczycielem, chciał raczej dorobić organizując prywatne lekcje.  Nasze spotkania w kilkuosobowej grupie zakończyły się już po kilku razach. Dlaczego? Podczas rozmów w języku angielskim okrutnie nas krytykował. Zapisywał na wielkiej kartce każdy błąd, robiąc przy tym widowisko przed grupą. Potem pokazywał zapisane zdanie z błędem i kazał poprawiać. Nie osobie, która popełniła błąd, a współtowarzyszom niedoli. Nie wyjaśniał błędów, tylko pytał grupę, co zostało powiedziane źle. Najbardziej nie lubiłam właśnie tych kartek. Zrezygnowałam po jakichś dwóch miesiącach, zasłaniając się sesją.

W ten sposób narodziła się we mnie blokada. Nie do samego angielskiego, co raczej do rozmów. Za każdym razem bałam się, że popełnię błąd, więc zanim skleiłam zdanie, mijał wiek. Jeżeli brakowało mi jakiegoś słowa, zupełnie przestałam się odzywać. Na szczęście zostało we mnie coś z duszy wojownika, bo doszłam do wniosku, że skoro wcześniej dobrze mi szło, blokada musi siedzieć w głowie. Zaczęłam szukać sposobów na poprawę tego stanu rzeczy.

W dzisiejszym świecie nie można funkcjonować bez płynnej znajomości języka angielskiego. To język międzynarodowy, który łamie bariery między Tobą, a resztą świata. Bez angielskiego, połowa marketerów nie wiedziałaby co znaczy ASAP, albo co lepsze, ASAFP. Nie wiadomo byłoby, czy ktoś Cię obraża, a może czegoś chce?

Ale to tylko jeden, zresztą dosyć trywialny przykład.

Dlaczego warto znać angielski?

Angielski powinien być jak łacina dla lekarzy i farmaceutów. Bez niego nie da się normalnie funkcjonować. Tym bardziej w świecie internetu.

Jak możemy być na bieżąco z nowinkami naukowymi i ciekawostkami ze świata, skoro większość z nich wymyślają amerykańscy naukowcy? Jak poradzimy sobie na lotnisku, skoro nie będziemy nawet wiedzieć czym jest “gate” albo “departure lounge”? Nie wspominając już o samym pobycie zagranicą.

A wykłady TED? Na szczęście coraz więcej jest tłumaczonych na język polski, ale masa tych szalenie ciekawych wciąż zostaje nieprzetłumaczona. Popatrzmy też na to z innej strony. Zagraniczni specjaliści z branż w których pracujemy, przyjeżdżają do Polski, by podzielić się swoją wiedzą. Jak mamy podnieść swoje kwalifikacje, skoro nie potrafimy ich zrozumieć?

A może masz firmę, która prężnie się rozwija i stoi przed podjęciem decyzji o wejściu na zagraniczny rynek? A może masz już klientów z zagranicy i trudno Ci się z nimi porozumieć?

Angielski powinien być naszym drugim językiem. Bezsprzecznie.

jak-odswiezyc-angielkski

Skuteczne sposoby na odświeżenie angielskiego

  1. Domowy speech po angielsku. Skoro mam blokadę przede wszystkim na mówienie, właśnie w tym kierunku zaczęłam działać. Zapewne znacie tę metodę jeszcze ze szkoły. Wymyślałam monologi dotyczące jednego konkretnego tematu. Na przykład: jak dbać o środowisko, charaktery, najlepsze filmy psychologiczne. Wypisywałam słowa kluczowe z danej kategorii na kartce. Potem z jej pomocą mówiłam przez kilka minut na dany temat. Kiedy mój P. miał czas, zabierał mi kartkę i wypytywał mnie ze słówek. Po pewnym czasie definicje musiałam podawać już po angielsku.
  2. Fiszki z angielskiego. Można zrobić je samodzielnie, albo kupić. Jednak moim zdaniem te robione własnoręcznie są o wiele lepsze. Po pierwsze już w trakcie robienia karteczek przyswajamy sobie nowe słówka. Po drugie, jest taniej 😉 Wystarczy stworzyć na początek około 20 fiszek. Po jednej stronie zapisujemy słówko po angielsku, po drugiej stronie kartki, po polsku. Możemy też zapisywać wyłącznie po angielsku i sprawdzać znaczenie w słowniku (przynajmniej nie podglądamy). Jeżeli znam tłumaczenie słówka, odkładam je na bok. Jeżeli nie znam, wędruje pod spód grupy karteczek. Wyjmuję ze stosika kolejną karteczkę i tłumaczę, albo odkładam pod spód.
  3. Czytanie po angielsku. Na początek bajki dla dzieci, potem coś trudniejszego. Proste słowa i łatwe zdania odświeżają nam pamięć. Pomagają w nauczeniu łączenia słów, bądź używania ich w konkretnym kontekście.
  4. Oglądanie filmów po angielsku. Zapomnij o filmach z lektorem. Zacznij od tych z napisami. Potem wróć do filmu, ale wyłącz napisy.
  5. Aplikacje, pomagające w nauce angielskiego. Chyba najbardziej znana jest Duolingo. Działa na zasadzie gry. Przechodzimy kolejne poziomy, tłumacząc zdania bądź wybierając poprawną odpowiedź. Nauka przez zabawę? Najlepiej!
  6. Korepetycje z języka angielskiego w sprawdzonym źródle. Niestety nic nam nie zastąpi kontaktu z żywym angielskim i osobą, która wytłumaczy pewne zawiłości. Metodycy posiadają “skills”, które ułatwiają przezwajanie wiedzy. Takie rozwiązanie jest o wiele tańsze, niż zapisywanie się do szkół języków obcych i o wiele bezpieczniejsze, niż szukanie korepetytora na własną rękę, bo “koleżanka mamy poleciła”. Gdzie znaleźć dobrego korepetytora? Na stronach, które mają dobrą reputację i zrzeszają profesjonalistów. Jedną z nich, którą szczególnie polecam po przewertowaniu innych propozycji, jest platforma Preply. Dzięki niej, angielskiego można się uczyć bez wychodzenia z domu, przez Skype. Ceny są o wiele niższe, czasu na pewno nie zmarnujemy, a przy okazji, możemy mieć pewność, że trafimy w dobre ręce. Nauczyciele są poddawani ocenom, więc od razu widać, kto jest wysoko w rankingu i jaką opinie wydał na jego temat uczeń. Możemy sprawdzić doświadczenie korepetytora, więc na pewno nie zaliczymy wtopy. Nauka z profesjonalnym nauczycielem sprawi również, że będzie zwracał uwagę na wymowę. Żeby nie powiedzieć „think” zamiast „thing”. Serwis Preply jest stroną międzynarodową, która odniosła sukces m.in. w USA. Można więc mieć pewność, że trafiliśmy do sprawdzone i rzetelnego źródła nauczycieli.

Za chwilę lecę na Maltę. Językiem urzędowym jest tam angielski. Będę miała świetną okazję do sprawdzenia siebie i nabytych umiejętności.

Pamiętajcie! Złego nauczyciela zawsze można zmienić. Nikt nie powinien Was zniechęcać do nauki. Tym bardziej, że angielski jest bardzo prostym językiem. Inaczej nie mówiłoby nim tyle osób 😉 Oczywiście wiele zależy też od naszej motywacji.

Dajcie znać, jakie są Wasze sposoby na usystematyzowanie wiedzy z angielskiego. Może wypróbuję któryś z nich 😉