Wyprawa na Gibraltar

Wyprawa na Gibraltar była najciekawszym punktem mojego urlopu w Andaluzji. Ta brytyjska enklawa ma wiele do zaoferowania. Szczególnie turystom lubiącym piesze wycieczki i obcowanie z naturą.


Kiedy planowaliśmy urlop w Andaluzji, wiedzieliśmy, że chcemy odwiedzić Gibraltar. Od miejsca, w którym mieszkaliśmy do półwyspu dzieliły nas około 330 km. Być może już nigdy bliżej nie będziemy, więc nie mogliśmy odpuścić takiej wyprawy. Zdecydowaliśmy, że wynajmiemy auto. To rozwiązanie jest o wiele tańsze niż wycieczka wykupiona u rezydenta. Opłaca się jeszcze bardziej, jeżeli wybieracie się większą grupą. W naszym przypadku koszt paliwa, przejazd autostradą czy wynajęcie auta, było dzielone na 6 osób.

Co warto wiedzieć o Gibraltarze?

Gibraltar to brytyjska enklawa na terenie Hiszpanii. Odgrywa znaczącą rolę historyczną (liczne walki o ziemie oraz II wojna światowa) oraz geograficzną. Cieśnina Gibraltarska wyznacza granicę między Morzem Śródziemnym a Atlantykiem oraz między Europą a Afryką. Terytorium to liczy nieco ponad 6 km kwadratowych powierzchni. Skała Gibraltarska, czyli najważniejszy punkt turystycznych odwiedzin, zamieszkiwana jest przez makaki, czyli jedyne małpy dziko zamieszkujące Europę. Za to tymi oficjalnymi mieszkańcami Gibraltaru są oczywiście przede wszystkim Brytyjczycy. Kolejną grupę etniczną stanowią Hiszpanie.

Gibraltar to również strefa bezcłowa, czyli raj dla szukających okazji cenowych. Na Main Street kupimy alkohol, perfumy, kosmetyki czy biżuterię w o wiele niższych cenach. Fani brytyjskich produktów spożywczych niedostępnych w Polsce będą zachwyceni! Ja upolowałam ukochane ciasteczka Reeses’s z masłem orzechowym! Na Gibraltarze można posługiwać się dwiema walutami. Oczywiście chodzi o euro i funty.

Co ciekawe, enklawa nie ma bezpośredniego dostępu do wody słodkiej. Jak więc radzą sobie mieszkańcy Gibraltaru? Odsalają wodę morską.

Jak zaplanować wycieczkę na Gibraltar

Jeżeli tak jak my będziecie wyruszać z Andaluzji, wycieczkę najlepiej rozpocznijcie wczesnym świtem. Wyjechaliśmy jakoś po godzinie 6:00 i musieliśmy narzucić sobie spore tempo zwiedzania by zdążyć zaliczyć wszystkie punkty na skale. Większość z nich otwarta jest do godziny 16.  Auto zostawiliśmy po stronie hiszpańskiej na strzeżonym parkingu. Między innymi dlatego, że nie chcieliśmy tracić czasu na przeprawę przez granicę. Przejście zajęło nam jakieś 15 – 20minut, więc czasowo takie rozwiązanie bardziej się opłaca.

welcome_to_gibraltar_1680x945

Aby dostać się do miasta, trzeba przejść przez lotnisko i pas startowy. Jeżeli w trakcie przeprawy traficie na lądowanie bądź start samolotu, zostaniecie cofnięci bądź popędzeni do przejścia w jak najszybszym tempie. Ruch w obu kierunkach zostaje wstrzymany, a przy granicach pasa zostają rozłożone kolczatki i czuwają mundurowi.

Po przejściu zapewne będą was zaczepiać taksówkarze naganiacze, oferujący podwózkę na skałę. My na taką wygodę się nie zdecydowaliśmy. Po pierwsze woleliśmy przespacerować się przez Main Street, po drugie i tak mieliśmy zamiar dostać się na górę kolejką linową. Inną sprawą jest sama cena takiej imprezy. Jedynie za podwiezienie życzą sobie 10-12 funtów od osoby.

Wchodząc na Main Street człowiek od razu czuje się jakby przeniesiono go do brytyjskiego miasta. Miękki, dźwięczny angielski i architektura niczym z Notting Hill. Aż chce się przysiąść w jednej z kawiarni i przyglądać się otoczeniu. Jednak naszym celem była Skała. Doszliśmy do kolejki i kupiliśmy bilety upoważniające nas nie tylko do wjazdu, ale również wejścia do wszystkich punktów otwartych dla zwiedzających. M.in. tunele, schrony, jaskini świętego Michała, bramy czy zamek. Koszt biletu to 39 funtów za dwie osoby dorosłe. Dostaliśmy również mapkę, która okazała się prowizorycznym zbiorem punktów i kresek. Chyba Brytyjczycy nie są najlepsi w robieniu map. Jak się później okazało, droga na nią naniesiona miała kilka rozwidleń bez żadnych drogowskazów, więc niejednokrotnie trasę wybieraliśmy instynktownie. Potem musieliśmy się wracać.

gibraltar_cable_car_1680x945

short
Miniaturę tej mapy dostaliśmy przy zakupie biletu na kolejkę.

Skała Gibraltarska i małpy

Kolejka zaciąga nas od razu do sławnych makaków, czyli jedynej odmiany małp, która dziko zamieszkuje Europę. Nie są zbyt przyjaźnie nastawione, więc lepiej ich nie drażnić i pod żadnym pozorem nie dokarmiać. Po pierwsze dlatego, że grozi za to 4 000 funtów kary. Po drugie małpy biją się o jedzenie. Byliśmy świadkami tego, jak jedna z turystek rzuciła im ciastka. Makaki zaczęły się szarpać, gryźć i okrutnie piszczeć. Najstarszy ze stada (ewidentnie ojciec) przyszedł zrobić porządek. Wtedy małpy latały w popłochu między nogami i człowiek szczerze się bał, że zostanie przez taką zaatakowany. Zachowanie turystki – bez komentarza.

makaki_gibraltar_1680x945

Nie chcieliśmy drażnić zwierząt ani tym bardziej płacić kary za dokarmianie. Ale wiadomo, że małpy mają niezły węch i słyną ze złodziejskiej natury.  Dlatego przed wejściem na górę pozbyliśmy się jedzenia. Jednak kolega zapomniał o jabłku schowanym w bocznej kieszeni plecaka. Ledwo wszedł na punkt widokowy, a małpa już dostrzegła potencjalną zdobycz. Uwiesiła się na plecaku kumpla, jednak nie zdołała wydobyć z niego jabłka i uciekła. Ile stresu zaliczyliśmy… to nasze.

makak_plecak_1230x1050

makaki_parka_1680x907
Ta parka makaków akurat miała na nas “wywalone”. Wiadomo, zakochani zapominają o całym świecie.

Skoro małpy już na progu były tak bardzo “przyjazne”, staraliśmy się je omijać najbardziej jak się dało. Jednak jest to ich terytorium, więc co rusz można było spotkać gdzieś parkę bądź pojedyncze osobniki. Przez całą wędrówkę ma się wrażenie, że ktoś stoi za plecami i obserwuje.

Na szczęście cały stres związany z małpami odszedł w niepamięć, gdy weszliśmy na pierwszy punkt widokowy. Naszym oczom ukazał się Atlantyk a na horyzoncie zielone ziemie Maroka. Widok był tak bajeczny, że trudno opisać go słowami. Do tego morska bryza czesząca włosy, pachnąca wodą i słońcem. Patrzysz w dal i masz wrażenie, że czas i świat się zatrzymał. Do tego zmiana perspektywy uświadamia, że jesteśmy niesamowicie mali i bezsilni wobec potęgi natury. Zawsze w górach odnoszę takie wrażenie.

widok_gibraltar_1680x1013

gibraltar_czerwiec_2015_1680x945

20150612_135631
Ta góra za moimi plecami to Afryka, a dokładniej Maroko.

gibraltar_latarnia_morska_1680x945

Duże wrażenie robi m.in. jaskinia świętego Michała. Wielkie stalaktyty i stalagmity oraz niesamowita akustyka. Właśnie ona sprawiła, że we wnętrzu jaskini stworzono salę koncertową. Turyści wchodzący do jaskini są witani powszechnie znanymi utworami roznoszącymi się po ścianach skalnych oraz feerią świateł, które wspólnie mają tworzyć niepowtarzalny klimat. Muzykę jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo ma ona pokazać potencjał miejsca. Jednak światła to już dla mnie lekkie przegięcie. Wystarczyłby jedna barwa, a nie cała tęcza zmieniająca się co kilka sekund. Wyszło nieco przaśnie. Ale światła to w rzeczywistości najmniejsza atrakcja tego miejsca. Według wyników badań archeologicznych możemy przypuszczać, że jaskinie świętego Michała zamieszkiwali neandertalczycy. Może więc mieć nawet 40 000 lat!

jaskinia_sw_michala_1680x945

jaskinia_g_700x1050

Kolejny punkt to Great Siege Tunnels – kompleks tuneli, które wydrążyli Brytyjczycy w XVII wieku oraz w czasie II wojny światowej. Mogą się wydawać niczym niezwykłym. Jednak gdy w jednym z przejść znajdzie się grotę i tablicę z godłem Polski, zaczyna robić się cieplej na sercu. Tablica upamiętnia katastrofę gibraltarską, w której zginął generał Władysław Sikorski daje człowiekowi do zrozumienia, że jednak nasz kraj istnieje w świadomości innych narodów. To również przykład, że sami potrafimy zadbać o to, by pamiętano o Polakach.  Właśnie w tym tunelu, w jednym z wydrążonych pomieszczeń znajdowała się polska radiostacja przez którą był nawigowany generał felernej nocy z 3 na 4 lipca 1943 roku. Gdy z koleżanką zaczęłyśmy rozmawiać na ten temat, pewien młody Hiszpan odwrócił się do nas i powiedział po polsku “tak tak” 🙂

gibraltar_tunel_700x1050

tablica_sikorski_gibraltar_1680x945

Zamek Maurów czyli Moorish Castel był jednym z kolejnych puntów wycieczki. Znajduje się u podnóża góry i zgodnie z kierunkiem zwiedzania, trafiamy na niego pod koniec trasy. Potem już bardzo niewielki odcinek dzieli nad od centrum miasta. Sam zamek jest budowla muzułmańską. Jego budowa rozpoczęła się w VII wieku. Jak na tak starą budowlę, zamek jest bardzo dobrze zachowany. To przedstawiciel bodajże architektury przedromańskiej i mozarabskiej.

zamek_gibraltar_1680x945

Wrażenia z wycieczki niezapomniane! Jeżeli lubicie piesze wędrówki, pałanie się widokiem cudów natury i niestraszne Wam kilkunastokilometrowe przebieżki, z pewnością wyprawa na Gibraltar przypadnie Wam do gustu. Łącznie zrobiliśmy jakieś 15 km, licząc przejście z parkingu na stronę brytyjską oraz błądzenie na szczycie góry. Niby nie dużo, ale zróznicowanie terenu, żwir, kamienie, piasek, wspinaczka i schodzenie są bardziej męczące niż spacer po asfalcie. Dlatego wygodne buty i zapas wody to podstawa. Chcąc zwiedzić całą enklawę bez pośpiechu i ograniczeń czasowych, polecam zaplanować ją z noclegiem. Wtedy na spokojnie przespacerujecie się po górze jak i lepiej poznacie miasto.

Jeżeli planujecie w te wakacje odwiedzić Andaluzję, szczerze polecam Wam wyprawę na Gibraltar. A może ktoś z Was już tam dotarł? Czekam na wspomnienia i podzielenie się wrażeniami.