Techniki marketingowe, które sprawiają, że wydajesz więcej

Wydaje Ci się, że podejmujesz racjonalne decyzje zakupowe i nikt poza Tobą nie ma na nie wpływu? Po przeczytaniu tego postu dowiesz się, jak bardzo się mylisz.


Dzisiaj nie wystarczy już tylko miła obsługa i spokojna muzyka, wprawiająca w błogi nastrój. My konsumenci, staliśmy się sprytniejsi i bardziej czujni. Nasz przeciwnik, czyli sprzedawca, też nie pozostał w tyle. W nauce znalazł sposób na to, jak oddziaływać na emocje. Jego bronią są zmysły konsumentów. I nie zawaha się ich użyć.

Neuromarketing, czyli marketing mózgu

Wśród sprzedawców coraz częściej wykorzystywana jest metoda neuromarketingu. Za pomocą elektroencefalografu i czujników skóry, bada się reakcje klientów na konkretne produkty. Odczyt przekazuje wartości dotyczące ciśnienia, szybkości oddechu i ruchu gałek ocznych. Dzięki temu wiadomo, czy czujemy podniecenie, znudzenie, albo zainteresowanie. Ankiety, w których należy odpowiadać na pytania zawsze można było oszukać. Teraz nawet to, co dzieje się w naszej podświadomości, zostaje wyciągnięte na światło dzienne i rozłożone na czynniki pierwsze. Potem producent zmienia opakowania, logo czy przekaz reklamowy na bardziej przystępny i zgodny z oczekiwaniami klientów.  A my nie wiedzieć czemu kupujemy to, czym nigdy wcześniej byśmy się nie zainteresowali.

neuromarketing

Aromamarketing

Aromamarketing, czyli marketing zapachowy. Zapach jest jednym z najciekawszych zmysłów, sprytnie wykorzystywanym przez marketerów. Okazuje się, że czując jakąś woń, nasze emocje biorą górę, a racjonalne przesłanki zostają w tyle. Dlaczego? To niesamowicie proste. Zmysł węchu zawsze będzie działał ponad innymi zmysłami. Ten mechanizm wykorzystują m.in. hipermarkety i fast foody. Ja bardzo często łapię się na tym, że czując zapach świeżego pieczywa, nagle mam nieposkromiony apetyt. Nie oznacza to, że wącham aromat pieczywa wyciągniętego prosto z pieca. Wystarczy rozpylić esencję o tym zapachu. Często okazuje się, że owy cieplutki bochenek, wcale nie był pieczony w miejscu, w którym jest sprzedawany. Innym zapachem stymulującym nasz mózg jest wanilia, która uspokaja. Podłogi w sklepach są myte środkami o zapachu wanilii, który unosi się po całej powierzchni. A potem czujesz się spokojny, zrelaksowany… znieczulony.

neuromarketing

Zapach może również stymulować naszą percepcję. Ten sam produkt ocenimy inaczej, jeżeli będzie zaprezentowany w pomieszczeniach z różną wonią. Pewna marka samochodowa zaprezentowała najnowszy model auta  dwóm grupom badanych. Pierwsza, oglądająca je w pomieszczeniu z orzeźwiającym zapachem oceniła, że samochód jest szybki, agresywny i sportowy. Druga grupa, która czuła woń uspokajającą, stwierdziła, że to samo auto jest bezpieczne i rodzinne. Wystarczyło przedstawić auto w odpowiedniej, zapachowej aranżacji.

Fast food i restauracja

W restauracjach typu fast food chodzi o to, aby wejść, zjeść i wyjść, nie blokując miejsca kolejnym klientom. Dlatego kolory budujące nastrój w fast foodach są jaskrawe. Po drugie siedzenia są twarde i dosyć niewygodne. Kolejny argument, który podprogowo nas pospiesza. No i wspomniany wcześniej zapach, bijący do nas z każdej strony, wraz ze zdjęciami kanapek i frytek. Nie da się temu oprzeć.

twarde_siedzenia

Z goła inaczej sytuacja wygląda w restauracjach. Tu celem jest zatrzymanie klienta jak najdłużej. Spokojna, klasyczna muzyka sprawia, że zostawimy więcej pieniędzy, bo przyjemnie siedzi się w takim miejscu. Ciepłe, niskie światło i miękkie siedzenia to dodatkowe argumenty sprawiające, że w restauracjach czas płynie spokojniej, z chęcią składamy kolejne zamówienia i zostawiamy wyższe napiwki.

Inne chwyty marketingowe opisałam w poście o gorączce zakupów.

Nie sądzę, że po przeczytaniu tego postu będziesz omijać fast foody szerokim łukiem, a do sklepu wchodzić z klamrą na nosie. Warto jednak wiedzieć, jak marketerzy starają się na nas wpłynąć. Dzięki temu być może unikniesz wpadek zakupowych, a decyzje będą podejmowane bardziej racjonalnie.

Close