Wypadanie włosów. Moje doświadczenia.

Włosy to bez wątpienia atrybut kobiecości. Tata zawsze ubolewał nad faktem, że mama zrezygnowała ze swoich gęstych, długich, ciemnych loków na rzecz wygodnego boba. Jako nastolatka nienawidziłam moich kędziorów. Zastanawiałam się, co ludzie w nich widzą. Przecież kręcone włosy to katorga. Zaczęłam je doceniać pod koniec liceum. Teraz wiem, że loki są wygodne, bo nie trzeba ich układać. Ze względu na wysoką porowatość szybko schną, zawsze wyglądają dobrze. Wystarczy tylko odpowiednio je pielęgnować. I co najważniejsze, to jeden z moich atrybutów. Sprawiają, że zawsze jestem zauważana i zapamiętywana. Jak nietypowe, charakterystyczne imię, które od razu wbija się człowiekowi w pamięć. I tu pojawiła się piękna ironia losu. Kiedy pokochałam moje kędziory, jak na złość zaczęły mi wypadać.

Moja włosowa historia

Tylko osoby, które wiedzą czym jest utrata włosów, będą w stanie mnie zrozumieć. Wyciąganie garściami z prysznica kosmyków po każdej kąpieli. Zbieranie ich z zagłówka samochodu i ciemnych ubrań. To było nic. Po pewnym czasie zaczęłam coraz wyraźniej widzieć mój skalp. Na głowie pojawiły się zakola. Wyłam, łykałam witaminy, stosowałam odżywki. Suplementy i kosmetyki nie pomagały, więc wybrałam się do dermatologa. Najpierw badania. Morfologia, poziom tarczycy i USG tarczycy. Wszystko w normie. Suplementacja została połączona z tonikami i lekami. Oczywiście nakaz ograniczania stresu. A ja w nocy zaliczałam koszmary o tym, że budzę się łysa. Albo, że wycinają mi skórę głowy, by pobrać próbki do analizy (sic!). Problem wypadania włosów ustępował w trakcie łykania suplementów, które przepisał dermatolog. Ale gdy tylko przestawałam brać leki, wszystko wracało do stanu wyjściowego. I tak ze wzrostami i spadkami formy włosów, minęły całe studia. Dokładnie rok temu problem zaczął się nasilać. Zimą zakładałam własną działalność, co było dla mnie niemałym przeżyciem. Zarwane noce, tonięcie w papierach i dużo nowych, wcześniej mi nieznanych sytuacji sprawiło, że włosy zaczęły wypadać ze zdwojoną siłą. Do tematu podeszłam więc nieco inaczej.

kosmyk włosów

Leczenie wypadania włosów

Zrobiłam badania na poziom testosteronu i prolaktyny – hormonów, które tak jak tarczyca, mogą być współodpowiedzialne za wypadanie włosów. Do tego powtórzyłam TSH. Wszystko w normie. Wybrałam się na badanie trychologiczne. Włosy i skóra głowy zostały przeanalizowane pod mikroskopem cyfrowym. Wynik bardzo mnie uspokoił. Normą jest, gdy z cebulki wyrasta jeden włos. U mnie były AŻ DWA! Skóra bez zapaleń, włosy dobrze odżywione i pielęgnowane. Masa baby-hair. Padłam! Skoro skóra głowy jest ok, cebulki pracują ponad normę, to coś innego musi się dziać, że włosy słabną po wyrośnięciu, kruszą się i zmniejszają swoją objętość. Znowu wizyta u dermatologa. Tym razem zdecydowałam się na (podobno) najlepszą specjalistkę od włosów i skóry głowy w mieście. Oczywiście były badania i leki. Znowu dostałam tonik wyrabiany na receptę i nowy suplement. Tarczyca w normie, ale… dermatolog zwróciła uwagę na niedobory żelaza. Nikt wcześniej nie powiązał ich z problemem wypadania włosów. Do suplementacji doszły więc żelazo i witamina B12.
Pielęgnacja delikatnych, suchych i wypadających włosów to nie tylko kosmetyki. Potrzebny jest również masaż głowy, dla pobudzenia krążenia. Warto zwrócić uwagę na dietę. Na razie wszystko idzie ku lepszemu. Mam coraz więcej baby-hair, zakola są prawie niewidoczne. Obawiam się jedynie, że gdy przestanę brać suplementy, wcierać toniki inne płyny, problem wróci. Co więc zrobić, jeśli to nie pomoże?

zakola

Inwazyjne zabiegi na wypadanie włosów

Są na szczęście rozwiązania. Radykalne, bolesne i kosztowne, ale przynoszące gwarantowane rezultaty. Wiążą się również z dużą cierpliwością i systematycznością. Pierwszym jest mezoterapia mikroigłowa. To nakłucia skóry głowy w miejscach problematycznych. Aby pojawiły się oczekiwane efekty, należy odbyć co najmniej 6 zabiegów z mniej więcej tygodniowym odstępem czasowym. Łączny koszt 6 zabiegów to około 1200 zł (ceny mogą się wahać w zależności od miasta). Innym, bardziej drastycznym zabiegiem jest przeszczep włosów. Polega na pobraniu fragmentu skóry wraz z cebulkami z tylnej części głowy. Potem wszczepia się ją tam, gdzie włosów brakuje. Brzmi mało przyjemnie, ale dla osób, które świecą skalpem na kilometr, to jedno z najlepszych rozwiązań. Ceny zabiegu są o wiele wyższe, bo zaczynają się od kilku tysięcy złotych.

loki
W lutym mam kolejną wizytę u dermatologa. Zdecyduje jakie kroki podjąć i jak mają wyglądać kolejne miesiące leczenia. Włosów jest coraz więcej, baby hair są coraz dłuższe, „stare” włosy wydają się grubsze, a ze spływu wyciągam coraz mniej martwych kędziorów. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej i nie zostanę zmuszona do radykalnych zabiegów jak mezoterapia czy przeszczep.

Czy ktoś z Was ma doświadczenia w kwestii wypadania włosów i metod leczenia? Czekam na Wasze rady. Może ktoś wśród nich znajdzie tę najskuteczniejszą 🙂 Za kilka dni opublikuję post z kosmetykami i suplementami, które aktualnie stosuję. I niech moc włosów będzie z nami!

Close