Moje nowości kosmetyczne – promocje w Drogerii Natura

Warto wstrzymać się z zakupami i poczekać na promocje. Gdy rabat okazuje się całkiem spory, zaoszczędzamy niezłą sumkę, albo możemy pozwolić sobie na więcej kosmetyków z górnej półki. Taak. Zdecydowanie warto czekać na promocje. Tym razem dosyć intensywnie celebrowałam tydzień obniżek w Naturze. Trochę mnie poniosło, ale nie żałuję tego “spontana”.


 

Promocje na kolorówkę w Drogeriach Natura już za nami. Obniżka wynosiła 40 % i jak nie trudno się domyślić, Natura zorganizowała ją idąc tropem sukcesu rossmannowskich przecen. Mimo że asortyment kosmetyków kolorowych bardzo różni się od tego, który można dostać w Rossmannie (przynajmniej w Olsztynie), tydzień obniżek cieszył się całkiem zacnym powodzeniem.
Dlaczego Kobo?
W trakcie zakupów w Naturze, zdecydowałam się na markę Kobo z kilku względów. Po pierwsze jest polska (większość asortymentu produkuje krakowski Hean). Po drugie i trzecie, wiele produktów się u mnie sprawdziło, a dzięki dużej obniżce mogę przetestować kolejne kosmetyki. W związku z tym, że mój arsenał produktów Kobo jest już całkiem zgrabnych rozmiarów, planuję stworzyć post pt. “Co warto kupić z Kobo”. Co Wy na to?
Moje nowe KOBO Professional
W moim zakupowym koszyku KOBO znalazły się:
  • pomadki COLOUR TRENDS LIPSTICK
  • lakiery COLOUR TRENDS NAIL POLISH
  • cienie do powiek Fashion oraz Mono Eye Shadow: 5 wkładów + cień w opakowaniu
  • trwały podkład korygujący IDEAL COVER MAKE UP
  • transparenty sypki puder matujący TRANSLUCENT LOOSE POWDER
Cienie KOBO
Starałam się jak najdokładniej przedstawić Wam wygląd i pigmentację cieni, ale trzymając w jednej dłoni aparat, a drugą robiąc zdjęcie, wyszło to, co wyszło.
Moim zdaniem ich konsystencja oraz pigmentacja są naprawdę przyzwoite. Pracując na nich z odpowiednią bazą, można wyczarować piękne i intensywne makijaże. Zaryzykowałabym porównanie ich do cieni Inglota. Szkoda tylko, że kolorystyka jest mniej bogata.
Na zdjęciu zgodnie z numeracją:
  1. Metaliczny cień Fashion Eye Shadow 201 Iridescent Pink
  2. Matowy cień Mono Eye Shadow 104 Pale Peach
  3. Matowy cień Mono Eye Shadow 106 Papaya Shake
  4. Matowy cień Mono Eye Shadow 110 Candy (producent zaliczył go do matów, mimo że ma delikatne, prawie niewidoczne drobinki brokatu)
  5. Metaliczny cień Fashion Eye Shadow 209 Aubergine
  6.  Matowy cień Mono Eye Shadow 114 Aubergine (matowy odpowiednik oberżyny prezentowanej pod nr. 5)
Pomadki KOBO:
Całkiem dobrze napigmentowane, w klasycznych oraz prezentujących najnowsze trendy kolorach. Według producenta pomadki nawilżają usta, a ich trwałość jest dłuższa niż innych kosmetyków tego typu. Właśnie pod nazwą linii Colour Fashion znalazły się dwie poniższe pomadki:
  • 305 SENSUAL PURPLE
  • 311 ROSE PETAL
Środkowe, koralowe mazidło, to reprezentantka klasycznej serii Fashion Colour. Tu producent również obiecuje trwałość i nawilżenie na wysokim poziomie
  • 111 CORAL CHIC

Lakiery Kobo
Następne w kolejce są lakiery Kobo z serii Colour Trends. W gamie 34 kolorów można znaleźć lekkie i świeże pastele najbardziej pożądane w letnim sezonie. Niestety w olsztyńskiej Naturze nie było wszystkich odcieni. Zdecydowałam się na dwa:
  • mleczno – beżowy  12 LISBOA
  • lila 11 SOFIA
Dobrze, że nie wzięłam więcej. Lakiery ciężko się rozprowadzają, a pędzelek jest tępy. Długo schną, a do uzyskania pożądanego koloru trzeba nałożyć co najmniej dwie warstwy. Szkoda, bo kolory bardzo przypadły mi do gustu
Podkład i puder Kobo:
Te produkty cieszą mnie równie mocno jak reszta asortymentu (no może poza lakierami).
Sypki puder transparenty Kobo przyda się szczególnie latem. Doceniam go również za jego uniwersalność. Pasuje do każdego odcienia cery.
Podkład korygujący, to typowy ciężki kamuflaż. Nadaje się do cer z problemami oraz makijażu fotograficznego czy scenicznego.
Wybrałam najjaśniejszy odcień 402 Nude Beige. Początkowo wydawał się dosyć ciemny, ale to tylko wierzchnia warstwa ściemniała w kontakcie z tlenem. Swoją drogą mogłyby być lepiej zabezpieczone. Po rozmazaniu wierzchniej warstwy, widać jasny podkład w kolorze nude. Pachnie kremem Nivea.

Zakup dosyć spory, ale nie był to zbędny wydatek. Za większością tych kosmetyków stoi nienaganna jakość i polski producent. Po raz kolejny okazuje się, że polskie może znaczyć dobre. Dlaczego więc nie wesprzeć rodzimego przemysłu?

Close