Makijaże do sesji zdjęciowych Fotografki

Są takie czynności, których wykonywanie nie kojarzy się z pracą czy zmęczeniem. Bo gdy robimy to, co sprawia radość, co kochamy, zamiast opadać z sił… w rzeczywistości czujemy jak ładują się nam baterie – ot taki paradoks. Moją małą odskocznią od rzeczywistości jest wizaż. Wcześniej trenowany na sobie bądź koleżankach, zaczął przybierać bardziej “poważne” kształty. Wszystko dzięki Fotografce. 


 

Najciekawiej dzieje się w życiu, gdy naszą pasją stają się dziedziny wcześniej przez nas nie dotykane, bądź muśnięte lekką dozą nieśmiałości. Świat wywraca się do góry nogami, a my nawet nie chcemy przywrócić mu poprzedniego ładu. Kto powiedział, że aby robić dobre zdjęcia najlepiej byłoby ukończyć szkołę fotografii, albo by chwytać za pędzel makijażystki, być dyplomowanym wizażystą? W takie ramy stara się nas wpasować społeczeństwo. A przecież nie musimy mieć oficjalnego pozwolenia na wykonywanie zadań, nie będących naszą wyuczoną profesją. Kto by pomyślał, że dziennikarka chwyci za pędzel bynajmniej nie po to, by wydłubać nim komuś oko, a w celach wyższych… estetycznych. I jak się domyślacie, nie chodzi o tapetowanie pokoju.
Robiąc coś z pasją, na początku nawet po omacku, jesteśmy bardziej wiarygodni niż osoby, które od linijki, zgodnie z instrukcją tworzą każdą pracę. Nie będę wciskała Wam banałów, że wszystko dzięki temu, że robimy coś z sercem, bo chyba dobrze wiecie, co mam na myśli.
Chciałam jednka zwrócić uwagę na inną, ważną sprawę. Jeżeli coś Was kręci, robiąc to, czujecie jak Wam w duszy gra, życie nabiera intensywnych barw, a uśmiech sam ciśnie się na usta, za żadne skarby nie przestawajcie. Czas, jaki poświęcicie na rozwój w ukochanej dziedzinie, zaprocentuje.
Pasja połączona z ciężką pracą, daje wymierne efekty. Nie wystarczy mieć talent. Jeżeli o niego nie dbamy, nie staramy się być wciąż lepsi, nie dążymy do rozwoju… zatrzymujemy się w miejscu. A potem przychodzi czas, że inni, początkowo gorsi, zaczynają nas wyprzedzać.
Jeżeli ktoś powie, że nie dam rady… to tylko powinno mnie motywować do udowodnienia całemu światu, że “choćby skały srały” nie dam nikomu tej satysfakcji. Jak mantrę powtarzam sobie ostatnio: “będą mówić, że sobie nie poradzisz, a Ty wstań i powiedz “no to patrz!”.
Kiedyś mogłam tylko o tym marzyć. Teraz bez ogródek przyznaję, że jedno z moich małych, cichych nadziei staje się rzeczywistością. Fotografka (klik) zaprosiła mnie do współpracy przy sesjach zdjęciowych. Za nami już dwa spotkania, mam nadzieję, że będzie ich więcej.
Kaja pstryka, ja maluję. Zaufanie, którym mnie obdarzyła wręcz onieśmiela. Ale jak ja lubię te nasze spotkania! Mimo że zabierają masę czasu, są ogromnym “wysysaczem” energii, i sprawiają, że nie raz zadawałam sobie pytanie “po co mi to wszystko?”, nie chciałabym już bez tego żyć.
Nasza pierwsza współpraca dotyczyła sesji rodzinnej. Traf chciał, że malowałam Olę, autorkę bloga Rodzinka z innego świata. Dzięki temu, że się znamy, stres był mniejszy, a atmosfera podczas sesji bardzo luźna. Oby więcej takich spotkań!
Kolejna sesja to całkowicie różniła się przesłaniem, zamysłem i klimatem. Rzecz nie działa się w studiu, a wnętrzach Yacht Clubu Tiffi w Olsztynie. To miejsce ma niepowtarzalny urok. Z jednej strony jest bardzo glamour, z drugiej lekko skandynawskie i świeże. Ta mieszanka połączona ze scenerią wciąż zamarzniętego jeziora sprawia, że chce się tam zostać jak najdłużej.
Miejsce szczególne, a do tego modelka o nietuzinkowej, delikatnej, skandynawskiej, jednocześnie lekko androgenicznej urodzie. Wyzwanie niesłychane, ale dałam radę.
Za nami dopiero dwa spotkania, ale malowanie do nich dało mi bardzo dużo. Nie tylko w kwestiach szlifowania warsztatu samouka. Kto by pomyślał, że z pozoru łatwe sesje mogą tak namieszać w głowie! Sposób organizowania czasu, podejście do drugiego człowieka, stworzenie z fotografem wspólnej wizji i wiele innych sytuacji sprawia, że jest to zajęcie wymagające, satysfakcjonujące i niesamowicie rozwijające charakter (nie mówiąc o warsztacie).
Na zakończenie zapraszam na stronę Kai, gdzie możecie zobaczyć więcej jej prac: http://fotografka.olsztyn.pl/ . I oczywiście zachęcam do rezerwacji sesji 😉
Na koniec małe podsumowanie. Nie bójmy się marzyć i dążmy do osiągania wytyczonych celów. Bez nich życie byłoby bezbarwne, pozbawione sensu. Odpowiedzmy sobie na pytanie “co mnie kręci, co mnie podnieca”, a potem starajmy się wypełnić tym możliwie najwięcej chwil wolnego czasu.
  • jejciu śliczności 😉

  • Przepięknie wszystko wyszło!

  • Świetne fotki. Ta dziewczynka jest śliczna 🙂

    • To Ala, córka Oli. Też uważam, że śliczna – do schrupania 😉

  • Trzeba nie bać się marzeń :). O miło, że ktoś z Olsztyna :D. Studiuję tu, piękne miasto.

  • Super, super zdjęcia i makijaże! 🙂 Ja tez uwielbiam malować na sesjach, efekty później można oglądać i być dumnym ze swojej robotki 🙂

  • piękne zdjęcia, cudne makijaże 😀 a Ola z małą-no przepięknie 😀
    Ola cudnie wyszłaś 😀 szał!!!! 😀 pozostałe modelki również pięknie 😀 no i pan tata 🙂

    Monia-majstersztyk 😀

  • Obie sesje genialne! Piękne, delikatne makijaże- rewelacja 🙂

  • Świetne zdjęcia:)

  • Przepiękne zdjęcia. Sesja absolutna profeska 🙂

  • A ja dziękuję pięknie za świetny makijaż. Czułam się w nim wspaniale:****