Czy warto zamawiać pudełka z kosmetykami

Ponad dwa lata temu na polskim rynku kosmetycznym pojawiły się tzw. boxy wypełnione miniaturowymi odpowiednikami produktów. Od tamtej pory zamawia je coraz więcej kobiet, chcących być na bieżąco z nowinkami urodowymi. Zazwyczaj box to próbki z górnej półki i kilka pełnowartościowych kosmetyków. Za taki zestaw zapłacimy około 49 zł. Ale czy warto?


 
O co chodzi z tymi boxami?
Ideą zamawiania tzw. boxów jest możliwość testowania nowości kosmetycznych. W efekcie za np. 49 zł (w cenie koszt przesyłki) dostajemy 5 produktów w tym zazwyczaj 1-2 pełnowymiarowe. Kombinacje kosmetyków wchodzących w skład pudełka zależą od firmy, tworzącej boxy. Zawartość kosmetycznego boxa zawsze owiana jest wielką tajemnicą.  Dodatkowo subskrybentki deklarujące regularne zamawianie pudełek zazwyczaj dostają jakiś gratis. Tak sytuacja przedstawia się w kwestii najbardziej znanych pudełek na polskim rynku, czyli Glossybox’a i Shinyboxa. Ale nie są to jedyne subskrypcje zestawów kosmetyków. Fanki kolorówki jakiś czas temu mogły zamawiać Paese Box – pudełko z kosmetykami tej polskiej firmy w cenie 39 zł. Na rynku dostępne jest również Face & Look Box – pudełko w trzech wariantach, z kosmetykami polskich marek, których zawartość jest jawna. Tak jak Paese box, kosztuje 39 zł
 
Do zamówienia boxa skłania przede wszystkim wielka ciekawość, dotycząca tego, który ekskluzywny produkt nam się trafi. Niecierpliwe przebieranie nogami i wyglądanie kuriera, który pojawi się z paczką. Nieodparte wrażenie, że akurat do nas zawsze przyjeżdża na końcu, gdy inne dziewczyny już mogą pochwalić się zawartością. Nerwowe rozdzieranie opakowania, by w końcu naszym oczom ukazał się piękny kartonik, z którego wydobywa się delikatny zapach bliżej nieokreślonego pachnidła i masa konfetti.  A potem to zaskoczenie z cudownej, wręcz idealnej zawartości opakowania wypełnionego po brzegi kosmetykami, bądź…. bolesne rozczarowanie. Reasumując wielka nerwówka na przemian z podekscytowaniem. Te z Was, które zamawiały już boxy wiedzą, co mam na myśli. Mimo to zanim podejmiemy decyzję, czy chcemy poczuć jak to jest, warto przeanalizować suche fakty.



Czy warto zamawiać boxy z kosmetykami?
Po pierwsze, czy opłata w wysokości 49 zł jest warta tego, co otrzymamy. I czy kosmetyki, które znajdziemy w pudełku rzeczywiście się przydadzą. By rozwiać wszelkie wątpliwości konsumentek, firmy tworzące zawartość pudełek wymyśliły pewien system. Każda z uczestniczek programu może wypełnić swój profil urodowy na stronie marki, przedstawiony w formie ankiety (tak jest w przypadku glossybox i shinybox). To na jego podstawie powinna być tworzona zawartość pudełka. Dzięki temu uczestniczki programu mają otrzymywać produkty spełniające ich wymogi i oczekiwania. Niestety nie zawsze tak jest.
 
Jeszcze nie tak dawno Glossybox jak i ShinyBox deklarowały jak mniej więcej przedstawia się wartość zamówienia. I tak zawartość Glossy miała być równa 130 zł, a Shiny 139 zł. Oba kosztują 49 zł. Wydawać by się mogło, że to całkiem dobry deal. Od pewnego czasu na stronie Glossybox nie znajdziemy danych dotyczących wartości pudełek, a jedynie kwotę, jaką trzeba zapłacić przy wykupieniu subskrypcji bądź kilku boxów.
 
Ile naprawdę warte jest pudełko?
Problem  z Glossybox zaczął pojawiać się gdy ceny podawane w ulotce dołączonej do pudełek, były lekko przesadzone. I tak w ostatniej, styczniowej edycji glossy znalazły się:
  • organiczna myjka do twarzy (40 zł), 
  • pomadka ochronna Regenerum (15 zł)
  • Pantene Pro-V Nature Fusion Oil Therapy Eliksir z olejkiem arganowym 21 zł
  • Benefit Cosmetics The Porefessional  próbka 3 ml. Biorąc pod uwagę wartość pełnowymiarowego produktu czyli 149 zł, proporcjonalnie, 3 ml są warte 20 zł. Glossy podało w ulotce jedynie cenę pełnowartościowego produktu
  • Balsam Lirene Golden Charm 75 ml (wartość około 6,37 zł, przy założeniu, że pełnowartościowy balsam o pojemności 200 ml kosztuje 16,99 zł jak podano na ulotce)
Łączna wartość pudełka to ok 102 zł.
 
Można pokusić się o stwierdzenie, że i tak za pudełko płacimy o połowę mniej, więc powinnyśmy być zadowolone. Ale w momencie, gdy konkurencyjne pudełko ma więcej do zaoferowania w tej samej cenie, sprawa nie jest już taka oczywista. Kolejną sporną kwestią jest pojemność produktów. Czy nie bardziej korzystnie byłoby dostać pełnowartościowy kosmetyk za 20 zł, niż 3 ml bazy pod makijaż w tej samej cenie? Fakt, idea programu Glossybox mówi o tym, że możemy testować nowe produkty, ale przy 3 ml często nawet nie wyrobimy sobie zdania o kosmetyku.
 
Samobójem, który zaliczył Glossy, jest wrzucenie do pudełek przeterminowanego kremu do cery tłustej (sic!). Termin przydatności kosmetyku, to 3 lata od daty podanej na opakowaniu,  czyli styczeń 2014. Wiele klientek było oburzonych, nie tylko z powodu terminu ważności kremu, ale i niedostosowania pudełka do ich potrzeb. Oto komentarze konsumentek, które można przeczytać na profilu Glossyboxa:

 Ja również dostałam krem do cery tłustej choć w profilu piękności zaznaczałam, że mam cerę suchą..

Jest przeterminowany i nie ma co do tego wątpliwości. Pytanie co z tym zrobić bo nie płace za GB żeby wyrzucać produkty!


glossybox siquens przeterminowany krem



Lepszy glossy czy shiny ?
Gdy w Shinyboxie miał pojawić się krem tej firmy, uczestniczki programu prosiły o wycofanie produktu i przekazanie innego. Marka poszła im na rękę, dodając do styczniowych pudełek krem Bioliq. Za Shinyboxem przemawia jeszcze jedna kwestia. Dba o stałe subskrybentki już od pierwszego zamówienia, dorzucając dodatkowe pełnowartościowe produkty. W przypadku Glossyboxa dopiero po 6 pudełku z subskrypcji klientka mogła liczyć na przyznanie jej miana vipa i dodatkowy produkt.
 
Od kilku edycji pudełek miałam dylemat, czy rzeczywiście warto je zamawiać. Zawartość ostatniego Glossy przeważyła szalę goryczy. Dlatego zrezygnowałam z subskrypcji. Pozostał mi Shiny, który mam nadzieję nie rozczaruje jak jego konkurent. Wciąż ekscytuje mnie oczekiwanie na przesyłkę i wywoływanie wśród uczestniczek programu wielkiej ciekawości, uchylaniem rąbka tajemnicy odnośnie zawartości kolejnego pudełka. Zawartość również nie rozczarowuje. I za każdym razem wiem, że to dobry deal.

 

  • Ja jakoś się nigdy nie skusiłam. szkoda mi wydawać 50 zł na coś czego znając mnie nie zużyję. Wolę wziąć 50 zł do kieszeni i przejść się do rossmana 🙂

  • zamawiam shiny, choć bardziej spasowało mi grudniowe niż styczniowe pudełko

  • Kiedyś subskrybowałam glossy, pudełka były lepsze i gorsz, nawet niestety nie zwracałam uwagi na datę ważności. Ufam, że była wtedy ok. Shiny nigdy nie miałam. Kosmetyki nie są w nim luksusowe ale mają większą pojemność i są bardziej konkretne. Teraz czekam na pinkjoy. Pudełko w tej samej cenie. 3-5 pełnowymiarowych produktów i co kampania inny kraj.

    • Powiem Ci, że shiny ma coraz więcej luksusowych produktów. Organique, Odżywka do rzęs (nie pamiętam firmy) za ok 80 zł, maska dermedic, Pudełka są o wiele bogatsze. Ale to kwestia oczekiwań konsumentek.

    • Ostatnie pudełko shiny pozytywnie mnie zaskakuje.

  • Podpisałabym się pod tą analizą obiema rękami! 😀 O ile byłabym może skłonna zaryzykować z Shineboxem, to Glossy mnie nie przekonuje, bo nawet jeśli coś jest w promocji, to nie ma prawa być nie-do-użytku ;/ Chociaż przyznam szczerze, że wciąż wolę przejść się do drogerii i w ramach tej kwoty kupić coś, co mogę najpierw wziąć do ręki, powąchać, sprawdzić tester… a za resztę kupić skarpetki Mężowi 😉

    • Dlatego zrezygnowałam z glossy. Wiesz, w moim przypadku otrzymywanie nowości jest usprawiedliwione, bo wiele z nich wykorzystuję na potrzeby bloga. Np peeling organique, który kosztuje 76 zł, do tego inne produkty. Raz policzyłam zawartość shiny boxa dla subskrybentek i kosmetyki kosztowałyby mnie 150 zł!!! Glossy przez pewien czas jechało na opinii. Z każdym pudełkiem robiło się coraz słabsze. Nie polecam.

  • Jakoś i tak szkoda mi pieniędzy na te pudełka, raz trafi sie cos bardzo fajnego a pózniej właściwie nic co warte uwagi wiec bez sensu jak dla mnie. A kosmetyki wole kupic takie które naprawdę mnie interesują 🙂

  • Nigdy nie skusiłam się ani na glossy ani na shinyboxy, mimo, że rzeczywiście warto, choć w sumie nowości niespodziankowe pewnie by mnie ucieszyły 🙂

  • Nigdy nie myślałam żeby je zamawiać, głównie dlatego że wydawać co miesiąc kwotę na to pudełko równie dobrze można zaoszczędzić pieniądze, a po drugie nie wiemy co otrzymamy więc i nie wiadomo czy będziemy zadowoleni z otrzymanych produtków 🙂

    • Wszystko zależy jakie założenia nam przyświecają. Lubię poznawać nowości, miniatury zawsze się przydają na jakieś wyjazdy. Ale też nie lubię by robiona w bambuko, co od pewnego czasu praktykował Glossy. Dlatego zrezygnowałam. I jak tak dalej pójdzie, nie będę ostatnia.

  • Bardzo przydatny post 🙂 Powiem szczerze, że nie miałam jeszcze okazji zamówić takiego pudełka, ale może się skuszę na jakiś shinybox 🙂
    Obserwuję i pozdrawiam cieplutko!
    http://www.themissydi.blogspot.com

  • dzięki za ten szczery post 🙂 Jakiś czas temu trafiłam na podobną ofertę i troszkę się bałam..a teraz przynajmniej mnie nakierowałaś 🙂

  • Uwielbiam testować, jednak jak do tej pory nie zamówiłam żadnego pudełka, ponieważ na pewno część kosmetyków by mi nie spasowała i tylko by zalegały. Wolę kupić coś czego na pewno będę używać.
    Być, gdy będę mieć trochę luźnej gotówki zdecyduję się na jakieś, bo mimo wszystko to zawsze fajna niespodzianka.

    • W Shiny możesz zawsze zamówi pojedynczy box, bez konieczności subskrypcji. W glossy tylko jeżeli trafisz na jakąś specjalną ofertę – inaczej nie ma opcji zamawiania pojedynczych pudełek.

  • Choć nie zamawiam pudełek to zawsze bardzo chętnie zaglądam do postów o ich zawartości i moim zdaniem Shiny od dawna wypada zdecydowanie lepiej 🙂

    • PS. Serio Sleeki tak bardzo Ci się osypują? O_o to mi naprawdę w zasadzie nigdy się to nie zdarzyło, może w przypadku matów, ale to też nie jakoś hurtowo. Gdzieś już czytałam, że właśnie komuś też tak bardzo się sypały. Zastanawiam się czym to idzie, bo moje naprawdę trzymają się jak mało które. Poza tym, to taki trochę nałóg – te kasetki są takie fajne 😀

    • Może nie jakoś baaardzo, ale też bez porządnej bazy nie da rady. A może jestem przewrażliwiona 😉 Nie mniej wolę cienie Inglota 😉

  • Subskrybowałam tylko Glossy Boxa i Kiss boxa. Na szczęście dawno już zrezygnowałam 😉 Zawartość coraz bardziej rozczarowywała, że już nie wspomnę o kolorówce, która była w dzikich kolorach 😛

    • Z glossy też zrezygnowałam, po styczniowym pudełku. Kiss boxa nie miałam.

  • Ja póki co nigdy nie zamawiałam pudełek i na razie nie mam zamiaru 🙂

  • W moim posiadaniu jest tylko jedno pudełko Glossy Boxa, choć produkty były całkiem fajne, nie przemawia do mnie ich idea. Wolę te 50 zł wydać na kosmetyk, który naprawdę chcę przetestować. Rozumiem jednak, że w przypadku blogerek kosmetycznych może okazać się lepsze wydanie tych 50 zł na niepełnowymiarowe kosmetyki, niż fortuny co m-c w Rossmannie.

    • Dokładnie, dla blogerek kosmetycznych to bardzo dobre rozwiązanie.

  • ann

    A jak sytuacja z Face&look? właśnie weszłam na ich stronę i zastanawiam się…, miałaś z tymi boxami do czynienia, Żurnalistko? Pozdrawiam 🙂

    • Nie zamawiałam go jeszcze… ale powiem ci, ze mnie kusi szczególnie bielenda i flos lek ;). Ale ten pierwszy zestaw chyba już został wyczerpany 😉

    • ann

      taak, Bielenda już się wyczerpała, ale ten drugi jest dostępny. Myślę nad nim:)

  • Myślę, że to fajna opcja jak się komuś pieniądze nudzą 🙂

  • Szczerze myślę sobie o subskrypcji we francuskim boxie i zacząć sobie poróbnywać na podstawie tego co dostają dziewczyny w polsce 🙂

    • To świetny pomysł! Zamawiaj! Z chęcią przeczytam, co proponuje francuskie glossy 😉

  • Zastanawiałam się od dłuższego czasu. Ostatnio nawet założyłam konto i miałam zamówić, ale moja karta nie obsługuje jednego z wariantów płacenia, więc sobie darowałam :).

  • Nie kuszą mnie jakoś te boxy. Szkoda mi kasy na coś co może mi się nie przydać, nie spodobać. Wolałabym żeby można było samemu z jakiejś kosmetycznej puli skomponować sobie boxa, a nie być niemile zaskoczoną kremem nie do swojej cery.

    • U mnie też zdarzało się, że były kosmetyki, które się nie podobały. Ale a) dzięki temu wiedziałam, że nie ma sensu kupować pełnowartościowego produktu b) ewentualnie oddałam kosmetyk przyjaciółce c) małe wersje były idealnym rozwiązaniem na podróż d) poznałam kilka marek, które mnie zachwyciły

  • Ja jestem chyba sknerą, bo wychodzę z założenia, że wolę pójść do sklepu i kupić coś co na pewno użyję, a nie potencjalnie wyrzucać pieniądze w błoto. Choć nie ukrywam, że z wypiekami na twarzy podglądam co tam dziewczynom listonosz przyniósł 🙂

  • a ja nie lubię ani shiny ani glossy. Faktycznie, gdy wiem co jest w pudełku czasami mam ochotę zamówić, jednak szybko ona mija, gdy następne pudełka są przeciętnę. Wolę wziąć 50 zł i kupić to co ja sama chcę. Wiem, że czasami kupię jeden produkt, ale kupię coś co JA chcę 🙂

  • Ja też jednak jestem zwolenniczką kupna tego, co mnie na dany moment interesuje, co wiem, że będzie mi potrzebne. Mogę pójść do Rossmanna czi innej drogerii i obejrzeć, powąchać, czy użyć testera rzeczy która mnie zaintrygowała. Ale każdy ma swoje zdanie i robi jak uważa 🙂 nigdy nie zamawiałam Shiny ani Glossy, nie interesowało mnie to nawet 🙂 a jak wygląda ta subskrypcja, co jaki czas się składa zamówienie na kolejne pudełko? Pozdrawiam 🙂

    • Wchodząc na stronę wybranego boxa, wybierasz opcję kupna. Decydując się na subskrypcję, Podajesz numer konta, z którego firma co miesiąc ściąga 50 zł.

  • Nigdy nie miałam pudełeczka Shiny czy też Glosy. Za każdym razem bałam się, że trafią mi się kosmetyki, które nie przypadną mi i mojej skórze do gustu 😉

    Za to ostatnio skusiłam się na pudełeczko Pink Joy, które ma zawierać rosyjskie kosmetyki. Zobaczymy czy będę z niego zadowolona 😉

  • Ja nie zamawiam tego typu pudełeczek ale ostatnio myslalam o tym i troche cztalam..
    pozdrawiam i zapraszam do mnie 🙂

  • Ja subskrybuję GlossyBoxa od jakiś 5 miesięcy i też styczniowym byłam bardzo rozczarowana.. Dwa razy powtórzył mi się produkt i postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę, a jeśli w lutym będę znów rozczarowana to zrezygnuję z subskrybcji. Pozdrawiam i przyznaję, ciekawy, wnikliwy artykuł!

  • Ja się mocno zastanawiałam nad zamówieniem, któregoś z pudełek, bo najzwyczajniej w świecie nie lubię wydawać pieniędzy w błoto. Po wielkich przemyśleniach skusiłam się na pakiet 3 pudełek od Shinybox. W styczniu dostałam pierwsze pudełko i jestem bardzo zadowolona więc mam nadzieję, że dalej tak będzie 🙂
    Przeterminowany produkt?? No nie… Wstyd dla firmy!

  • Prawdę powiedziawszy zawsze miałam jakieś “ale” przed zamówieniem pudełka. Ostatnio zdecydowałam się na zakup boxa ze strony Face & Look – wiedziałam doskonale co zamawiam. Czy byłam zadowolona? Muszę przyznać, że raczej tak, chociaż równie dobrze mogłam pójść do sklepu i kupić kosmetyki dokładnie wedle swojego uznania 🙂

  • Idea wydaje się być fajna i cała ta otoczka oczekiwania jak najbardziej do mnie przemawia, ale jak zaczęłam przeglądać poprzednie edycje shiny i glossy to z reguły przynajmniej 2 produkty mi nie odpowiadały. I pomimo faktu, iż faktycznie płacimy dużo mniej za te kosmetyki, będę skąpcem, bo nie lubię wydawać pieniędzy na coś, co będzie się kurzyło w kącie. Z reguły czekam do połowy miesiąca, gdy dziewczyny zaczynają pokazywać, co w danym pudełeczku jest. W taki sposób kupiłam październikowego boxa od Kasiu Tusk – i to na święta Bożego Narodzenia 🙂

  • Mnie te pudełka kręciły tylko na samym początku i tak jak pisałaś była to czysta ciekawość, jednak nie zdecydowałam się na zakup i nie żałuję. W dzisiejszych czasach wydanie praktycznie 50 zł na kosmetyki, które być może nie będę w ogóle używać i tylko będą leżały w szufladzie jest moim zdaniem marnowaniem pieniędzy. Wolę tę kwotę przeznaczyć na coś co na pewno mi się przyda i wiem, że będę z tego zadowolona. 🙂

  • Widziałam kolejną subskrypcję – Supplite. Ale tam system jest trochę inny, bo chodzi o to, by w pudełku przychodziły kosmetyki, które faktycznie używasz (tonik, balsam, żel pod prysznic itp.). Realnie można nawet pastę do zębów zamówić 🙂

Close