Gorączka przedświątecznych zakupów, czyli jak nie dać się oszukać.

Pierwsze symptomy gorączki przedświątecznych zakupów uaktywniają się  już na początku listopada. Wtedy,  wraz ze zniczami i chryzantemami, do hipermarketów wkraczają pierwsze czekoladowe mikołaje oznajmiająca nam, że czas ucieka. Ale prawdziwe apogeum rozpoczyna się na tydzień przed Bożym Narodzeniem. Jak ustrzec się przed marketingowymi pułapkami?


 

Niestety mając wiele na głowie, a do tego tylko dwie ręce i dwie nogi, trudno mi ogarnąć przedświąteczny chaos. By trzymać wszystko w ryzach, staram się zaplanować każdy etap pracy, ale…. zawsze zostaje coś na ostatnią chwilę. Najczęściej poza zakupami spożywczymi są to prezenty. W tym roku pierwszy świąteczny prezent kupiłam… 17 grudnia. W moim przypadku to i tak niezły wynik, bo zdarzało się organizować sprawunki dzień przed wigilią. Zaprawiona w boju, wiedząc co nieco o sprytnych chwytach marketingowych sprzedawców, chcę się nimi z wami podzielić. By święta minęły miło i spokojnie, prezenty były udane, a Wy nie czuli się oszukani.

Jak nie dać się oszukać podczas przedświątecznych zakupów?

1. Zwróć uwagę na tzw “martwe strefy” (inaczej też strefy startowe) znajdujące w pierwszych rzędach sklepu. To tu prezentowane są artykuły najmniej istotne, najrzadziej kupowane, mało wartościowe. Artykuły ważne w rozumieniu sprzedawcy, ale mało istotne dla kupującego umieszcza się w tzw. “hot strefach”. Tu klient ma się zatrzymać i nabyć produkt, który w rzeczywistości jest mu zbędny.
Wystarczy przypomnieć sobie rozmieszczenie poszczególnych regałów w sklepie. Dlaczego pieczywo, wędliny czy nabiał są zawsze na szarym końcu?? Bo by do nich dojść, trzeba zahaczyć o całą resztę działów i z każdego wziąć jakiś produkt. Rada: zrób listę zakupów i trzymaj się jej chodźmy skały srały 😛
2. Kolor przyciąga uwagę, a święta mu sprzyjają. Promocje są zazwyczaj zaznaczone kontrastującym kolorem. Żółty i pomarańczowy to ulubione barwy speców od reklamy.  Przyciągają uwagę, zapadają w pamięć, budząc niepokój, iż jest to ostatnia szansa na złapanie okazji. Do tego niższe ceny zaznaczone na czerwono, sprawiają wrażenie ciepła i bezpieczeństwa. A przecież czerwony tak bardzo kojarzy się z magią świąt Bożego Narodzenia.
3.  “Gratis” “okazja” “promocja” to słowa budzące niepokój. Bo cóż my biedni zrobimy jeżeli nie uda nam się załapać na okazję?? Nie daj Boże jeśli szwagier upoluje produkt w promocyjnej cenie, a nam się to nie uda! Przy stole wigilijnym będzie się prężył jak paw, a my znowu wyjdziemy na mało pragmatycznych. Teściowa popatrzy z pogardą, chwaląc przy tym szwagra, a żona spojrzy wzrokiem pod tytułem “weź idź i się ogarnij”.
W końcu każdy chce zrobić interes życia i przechytrzyć system. Niestety często właśnie ten okazuje się większym cwaniakiem. Bo… sprzedaż promocyjna nie zawsze oznacza okazję. Spróbuj zapamiętać ceny poszczególnych produktów. Często sprzedawcy tuż przed świętami celowo podwyższają cenę, by potem zrobić obniżkę, w wyniku której produkt kosztuje tyle samo co przed nią. Np. Bluzka kosztuje 50 zł. Przed wprowadzeniem promocji, handlowiec podnosi stawkę do 70 zł i organizuje SUPER HIPER MEGA obniżkę na bluzkę do pierwotnej ceny 50 zł. Nam wydaje się, że trafiliśmy na okazję, a w rzeczywistości płacimy normalną cenę. Pytanie tylko…. kto pamięta koszt pierwotny, bądź się się nad nim zastanawia, gdy czas goni, a karp w wannie czeka?? Jakby co, macie już kontrargument dla cwaniaka szwagra 🙂
4. Marketerzy wykorzystują muzykę, ponieważ działa na emocje. Miła, ciepła i spokojna wpływa na dobry nastrój. Dlatego kolejną kwestią na którą warto zwrócić uwagę robiąc zakupy, jest dobór sklepowego repertuaru w okresie przedświątecznym. Tłem dźwiękowym w trakcie szukania prezentów NIE są kolędy. Dlaczego? Ponieważ mają zabarwienie religijne. Słuchanie takiej muzyki nie skłania nas do zachowań typowo konsumpcyjnych. Zaczynamy zastanawiać się nad ideą świąt. Dlatego handlowcy implikują w nas klimat radości  i beztroski, prezentując nieśmiertelne “Last Christmas” bądź “All I want for Christmas is You”.
Jeżeli przebrnęliście przez gąszcz liter, jestem pełna uznania. Mam nadzieję, że rady przydadzą się przed ostatnimi przedświątecznymi zakupami 😉
  • bardzo interesujący post i idealny na świąteczne zakupy 😀 fakt.. wchodzisz do sklepu a tu atakują cię żółte kartki z napisem “promocja”, idziesz dalej na czerwono -> świąteczne “prezenty “, czyli czekoladki w gigantycznej cenie.Na szaaaarym końcu znajdujemy w końcu to co nas interesuje. Lista u mnie w święta to podstawa albo wyganianie na zakupy taty bądz chłopaka. Oni kupują to co potrzebne i to co mają na kartce. A my kobiety – a to się jeszcze przyda, no i to, a i to ! I póxniej racunek nagle 200-300 zł O.o gdzie mężczyźni zrobili by najpotrzebniejsze zakupy za np 120 zł 😀

  • Anonymous

    Najlepszy sposób to nie ulec świątecznej psychozie. Nie musi być aż 12 potraw, prezentów /inny czas też jest dobry/, czy jedzenia na miesiąc, które po świętach ląduje w koszu. Świąteczne obżarstwo i cała ta wrzawa wokół nich to przeżytek.

    • Dokładnie! Co więcej jeżeli nie chcemy dać się uwieść konsumpcjonizmowi, możemy sami wykonać jakiś prezent. hand-made jest teraz mega modny. Po drugie podarunek w który włożyło się serce ucieszy dużo bardziej 😉 Nie wiem tylko czy świąteczne obżarstwo to przeżytek. W wielu domach wciąż się to kultywuje.

  • Ja już się uodporniłam na te wszystkie pułapki, ale gdybym kiedyś nie przeczytała podobnych porad i nie usłyszała tego w TV nie byłabym świadoma do teraz ;D I kiedyś rzeczywiście dałam się w takie rzeczy łypać teraz omijam bez problemu

  • ja wszystko kupiłam w listopadzie, gdybym nie miała jeszcze prezentów wpadłaby w panikę.

  • w tym roku z braku czasu niestety część prezentów robię na ostatnią chwilę :/
    Na szczęście część prezencików już mam-zakupione lub zrobione ręcznie wcześniej ;P
    jednak najbardziej cieszę się, na fakt, że będę je pakować 😀 :d 😀

  • Na szczęście już w listopadzie wszystko pokupowałam więc nie mam stresu 😛

    • Jak Ty to zrobiłaś?? W listopadzie jeszcze nie myślałam o świętach 😉

  • Od początku grudnia unikam wszelkich centr handlowych, zbyt duży tłum i zbyt wiele okazji kuszących do wydania pieniędzy 🙂 Prezenty mam już kupione od miesiąca 🙂

  • Znam te ich sztuczki, a i tak nie raz uda im się mnie nabrać :/ Potem sobie wyrzucam, że na co, po co i za drogo!

  • Ja uwielbiam ekonomiczne zakupy, zawsze śledzę gazetki, sprawdzam ceny, porównuję, patrzę na pojemność, na cenę bez promocji ( ach te szalone promocje 30 gr taniej… ) – najzwyczajniej w świecie mam naturę łowcy. Jak upoluję coś faktycznie taniej to jestem przeszczęśliwa, nie lubię marnotrawstwa, ani kupowania bubli dlatego od dawna chodzę z listą i konkretnym zamiarem. Wiadomo, czasami wpadnie coś do koszyka o czym w domu nie myślałam, ale zawsze zastanawiam się jak i gdzie to wykorzystam 🙂

    • No widzę żeś zaprawiona w boju 😉 Mój mąż o wiele lepiej ogarnia zakupy niż ja i też ma naturę łowcy. Potem się wszystkim chwali jaką okazję upolował 🙂

  • Na szczęście zakupy prezentów już mam za sobą 🙂 Teraz czekają mnie zakupy spożywcze i się zacznie… dobrym sposobem na te wszystkie chwyty jest zrobienie listy zakupów, wtedy nikt i nic nam nie wciśnie, jeśli mamy czarne na białym co musimy mieć 🙂

  • Na YT można znaleźć fajny film o neuromarketingu (m.in. jak zapachem czy kolorem sprzedawcy działają na naszą podświadomość). Większości mechanizmów jestem świadoma i ciężko mnie na nie nabrać.
    Czas kupowania prezentów już mam za sobą, zostały tylko zakupy jedzeniowe. W planach mam tylko pieczenie ciasteczek dla rodziny na słodki podarunek. Z racji, że święta spędzam poza domem to będą to właściwie podstawowe produkty + te na ciasteczka. Liczę więc, że nikt nie namówi mnie na niepotrzebne wydatki 😀

    Interesujący post, Żurnalistko 🙂

    • Obczaję ten filmik, bo wchodzi to w zakres moich zainteresowań. Dzięki a cynk, a przede wszystkim słowa uznania 🙂

  • ja prezent dla D. odebrałam przedwczoraj i goraczka przedświąteczna zakonczona 🙂

  • Na każdym kroku trzeba uważać na chwyty marketingowe zwłaszcza teraz. Mam nadzieje, że nie stanę się ofiarą przedświątecznych zakupów 🙂

    • Ja się bronię jak mogę 😉 Ale jeszcze nie wszystko kupione… ;/ Czekają mnie weekendowe zakupy na ostatnią chwilę.

  • Ja na szczęście raczej nie daję się chwytom marketingowym 🙂
    Owszem śledzę promocje (głównie kosmetykowe), ale orientuję się, ile produkt kosztował i czy rzeczywiście warto.
    Za to “last christmas” lecące w centrum handlowym sprawia tylko, że jakoś mi lżej na duszy 🙂

  • Swietny blog, tak trzymaj ! Lubię tu zaglądać 🙂 przyznam Ci się, że zmotywowałaś mnie do założenia własnego bloga.. 🙂 o urodzie i stylu życia.
    moje “poczynania” będziesz mogła obserwować na http://www.steptobeauty.blogspot.com 🙂 Pozdrawiam Cię i zapraszam do obserwowania! 🙂 :* Ps. ja już Cię obserwuję!

    Wesołych Świąt!

    • Również Wesołych 😉 I dziękuję za słowa uznania.

Close