Po czym rozpoznać polski produkt?

Najprostszy sposób na sprawdzenie czy kosmetyk, którego używamy jest polski, to kod kreskowy. Ten, który rozpoczyna się prefiksem “5 9 0” wskazuje, że produkt pochodzi znad Wisły. Skoro ustalenie kraju pochodzenia kosmetyku wydaje się proste, dlaczego tak często mamy z tym problem?


 

 Ukrywają pochodzenie marki

Polskość jako dodatkową wartość marketingową wykorzystuje w promocji tylko 13% firm. Tak wynika z ubiegłorocznych badań stowarzyszenia PEMI w ramach akcji “590 powodów, dla których warto kupować polskie produkty”. Stowarzyszenie ankietowało 1244 firm (zatrudniających od 1 do 120 osób) z polskim kapitałem (źródło).
Rzadko konsumenci podczas zakupów zwracają uwagę, jaki produkt wkładają do koszyka. Większe znaczenie ma dla nich cena i jakość kosmetyku. Obco brzmiące nazwy czy opisy w języku angielskim dodają produktom wartości, przez co te zyskują na wizerunku. Kolejnym powodem dla którego niechętnie wybieramy to co nasze, jest łatka przytwierdzona polskim markom jeszcze za czasów komunizmu. To co polskie, rzadko kojarzyło się z wysoką jakością. Proszek “Pollena 2000” nie prał lepiej niż ten zza Odry, a batonik nie był bardziej czekoladowy niż ten niemiecki. Gdzie tam naszym produktom czekoladopodobnym do Nussbeisser z okienkiem. To przekonanie w wielu z nas zostało do dziś.
 

Inglot “Made in Przemyśl”

Jedni przedsiębiorcy wstydzą się, inni nie ukrywają pochodzenia. Na produktach Inglota widoczny jest napis z adresem zakładu produkcyjnego w Przemyślu. Kosmetyki dr Irena Eris oznaczane są informacją “Made in Poland”. Niektórzy decydują się jedynie na lakoniczne informacje “Made in UE”. W tym przypadku jeżeli nie pamiętamy kodu polskiego producenta, możemy mieć trudności z rozpoznaniem, skąd pochodzi kosmetyk. Ktoś odpowie, że na opakowaniach znajdziemy adres firmy. Tak, ale polski adres też nie musi oznaczać, że krem czy balsam do ciała zostały wyprodukowane w kraju.
Przykładem jest firma Decubal, tworząca kosmetyki przeznaczone dla skóry wrażliwej. Na opakowaniach znajdziemy kod rozpoczynający się od “590”, co powinno dać nam pewność, że trzymamy w ręku polski produkt. Tymczasem obok nazwy marki, znajduje się adnotacja o dystrybutorze z Warszawy.
Także dosyć niejasne jest pochodzenie kosmetyków marki “Biedronka”. Sieć posiada linię kosmetyków Be Beauty, na których opakowaniu widnieje napis: “Wyprodukowano w Unii Europejskiej dla Jeronimo Martins Polska S.A.”. Kosmetyki posiadają kod “590”, ale nie wiemy, kto stoi za produkcją. Jeronimo jest firmą portugalską, ale wiele polskich marek produkuje na jej zlecenie. Jak się tego dowiedzieć? Wystarczy wejść na stronę www.produktywsieci.pl
i wpisac kod kreskowy kosmetyku. Po chwili uzyskujemy informację, iż jest to “płyn micelarny do demakijazu i tonizacji bebeauty”, którego producentem jest TORF CORPORATION – Fabryka Leków sp. z o.o., znana w kraju z kosmetyków marki “Tołpa”.
-“590” jeśli taki prefiks jest na początku kodu kreskowego, to na 99 proc. można stwierdzić, że towar nim oznaczony został wyprodukowany w Polsce – mówi Monika Niebrzydowska, towaroznawca. -Dlaczego zostawiamy jeden procent rezerwy? Bo kod kreskowy to nie to samo co napis “made in Poland”. Jeśli ktoś sprowadzi produkt na przykład z Chin i będzie chciał go sprzedawać pod swoją marką, też będzie mógł nadać mu prefiks 590. Kod kreskowy wskazuje bowiem tylko miejsce zarejestrowania firmy dystrybuującej dany towar – tłumaczy Niebrzydowska. Taka sytuacja dosyć często ma miejsce. Myślimy, że wybieramy polskie marki, przez co wspieramy rodzimy przemysł, w rzeczywistości działamy tak tylko w kilku procentach. Zatem, aby mieć 100 % pewności, że kupujemy polskie kosmetyki, czasem musimy zabawić się w detektywa.
 Jak rozpoznać polski kosmetyk?
  • sprawdź, czy kod kreskowy zaczyna się prefiksem “590”
  • Przeczytaj informacje o producencie i dystrybutorze
  • Jeżeli wciąż brakuje Ci pewności co do pochodzenia produktu, skorzystaj ze strony produktywsieci.pl wpisując w wyszukiwarkę kod kreskowy z opakowania.

Dlaczego warto kupować polskie?

Dzięki temu wspieramy rodzimy rynek, dajemy pracę, napędzamy gospodarkę, a kapitał zostaje w kraju, zamiast u zagranicznego producenta.
Całym sercem jestem za polskimi produktami i nikt nie płaci mi za to, żebym je promowała. Nie raz okazało się, że polski kosmetyk którego używałam, działał lepiej niż ten zagraniczny, chociaż oba miały podobne przeznaczenie. Ba! Nawet jego skład był bogatszy, a cena taka sama bądź niższa. Dlatego kupując dobre polskie marki, wspieramy producenta. Dzięki naszym zakupom jest szansa, że polskie kosmetyki zostaną zauważone zagranicą. I tak jak jak Inglot czy Eris odniosą sukces.
Oczywiście, na naszym rynku również zdarzają się kosmetyczne wpadki, ale gdzie ich nie ma?
  • przydatny post 🙂

  • przeczytałam od deski do deski bo temat mocno mnie zainteresował:)fajnie napisane:)

  • Anonymous

    590x będą miały także produkty wyprodukowane w polskich fabrykach zachodnich potentatow – PG, Unilever, RB, ColgatePalmolive, itp. Oznacza to, że w fabrykach tych jest jedynie tania siła robocza, a wszystkie zyski i tak wypływają z Polski do zagranicznych central.

    To nie jest łatwe, ale po prostu trzeba wiedzieć, dowiedzieć, nauczyć się, co jest polskie. Na pewno są: Irena Eris, Inglot, AA (Oceanic), Ziaja, Dermedic, Pollena EVA i pewnie jeszcze parę innych.

    • Dokładnie, nie jest to proste. Wiem, gdy szukam kosmetyków na potrzeby bloga. Stąd podałam wytyczne, jak sprawdzić pochodzenie. Podobna sytuacja jest z marką Avon. Została podzielona na spółki. W Polsce jest linia produkcyjna, mają także centrum finansowe, na opakowaniach napis “made in Poland”, ale to wciąż zagraniczna firma.

  • Masz rację, że w narodzie siedzi jeszcze przekonanie, że to co Nasze jest słabsze jakościowo, dlatego tak wazne sa akcje typu “dobre bo Poslkie”

  • Ciekawy i przydatny post. Na pewno wykorzystam go do sprawdzenia moich kosmetyków 🙂

  • przydatne informacje, wcześniej nie zwracałam na to uwagi

  • Anonymous

    Jeronimo Martins jest portugalskie a nie hispzańskie

  • A to sorry, już poprawiam. Byłam pewna, ze hiszpańskie 😉

  • Ciekawy i przydatny post teraz wiem na co zwracać uwagę.

  • M.

    Bardzo ciekawy temat, świetnie to wytłumaczyłaś 🙂
    Zgadzam się z tym, że należy wspierać nasze produkty 🙂

  • wiem o tym ;P

    • Cieszę się, że ogarniasz sprawę rozpoznania polskich produktów. Świadoma konsumentka z Ciebie 😉

  • Anonymous

    bardzo ciekawy artykuł

  • przydatny artykuł 😀

  • Już od dłuższego czasu obserwuję rozwój polskich marek na rynku niemieckim i muszę przyznać, że nie idzie nam najlepiej. Jedyna marka, która się przebiła, to INGLOT. Nie dziwi mnie to, bo jest to firma o międzynarodowej renomie. Smutne jest tylko, że nikt nie kojaży jej z Polską,a raczej ze Stanami. Jakiś czas temu na drogeryjnych półkach można było spotkać produkty Firmy Dr Irena Eris z linii Lirene. Niestety produkty były niesamowicie drogie, więc nawet ja, wiedząc, że to dobra marka, bym ich nie kupiła.
    Wydaje mi się, że polskie firmy zbyt mało inwestują w reklamę i marketing.

    Napisałam niedawno post o tym jaka marka należy do jakiego koncernu, oczywiście z ujęciem niektórych marek polskich:
    http://bjutiprodzekt.blogspot.de/2013/08/z-kim-przystajesz-takim-sie-stajesz.html

    Jak również o oznaczeniach jakie producent musi umieścić na opakowaniu kosmetyku:
    http://bjutiprodzekt.blogspot.de/2013/08/oznaczenia-na-kosmetykach.html

    Przepraszam, za tą autoreklamę. Wiem, że na wielu blogach jest niemile widziana, ale tym razem jest uzasadniona tematem Twojego postu.

    • Z checzą przeczytam. Lubię takie merytoryczne komentarze. Linia Lirene jakiś czas temu była także dostępna w Wlk. Brytanii w jednej z sieci drogerii kosmetycznych. Wycofali ją bo niby się nie przyjęła. Być może to też wina ceny. Zgadzam się z tym, ze polskie marki powinny śmielej zająć się marketingiem a przede wszystkim polskość przebić w walor. Pozdrawiam 😉

    • Myślę, że polskie firmy mają zbyt niskie mniemanie o sobie i boją się finansowego ryzyka, są zbyt zachowawcze. Niemcy może nie podchodzą z wielką ufnością do produktów zza wschodniej granicy, ale są strasznymi dusigroszami i zrobią wiele, żeby choć trochę zaoszczędzić. Dobry marketing i konkurencyjne ceny pomogłyby się przebić polskim markom. Polska jest kojażona w Niemczech z solidnością, więc można tego użyć jako chwytu marketingowego.

  • Anonymous

    Mieszkam od 5 lat w Niemczech ale sprowadza sobie zawsze kosmetyki z Polski(oczywiście polskie) i wolę je dużo bardziej niz niemeickie. Nasze wcale nie są gorsze jakościowo, a wręcz lepsze. Ostatnio mój mąż dostał sklepie kosmetycznym w Niemczech próbki kremów ZIAJI!! ależ się zdziwiłam i ucieszyłam,niestety było tam napsiane ” made in EU”

    • Ziaja też jest całkiem przyzwoitą marką. Zgadzam się z tym, że wiele polskich kosmetyków przewyższa zagraniczne. Ten argument m.in. spowodował założenie bloga.

  • Mieszkam w Austrii, ale zawsze przyworzę sobie masę kosmetyków z Polski.
    Nawet nie tyle przez patriotyzm, co przez to, że je bardzo lubię 🙂
    Jedyną polską marką kosmetyczną, z którą się tu spotkałam, jest Ziaja.
    Mieli tu kilka produktów na krzyż w drogeriach Schlecker. Niestety te drogerie już nie istnieją.
    Z drugiej strony nie rozumiem, dlaczego takie firmy jak Inglot nie wchodzą na tutejszy (niemiecki, austriacki) rynek…
    Szkoda…

    • Inglota nie ma w Austrii? Aż dziwne. Myślałam, że ich ekspansja dawno dotarła do krajów niemieckojęzycznych. Pozdrawiam!

  • Słyszałam o tej akcji, kiedyś oglądałam chyba jakiś program jak poznać właśnie nasze polskie produkty ale nie każdy o tym wie, dlatego fajnie, że piszesz o tym 😉

  • Witam,
    cieszę się, że tak wnikliwie potraktowałaś temat. My również od pewnego czasu staramy się edukować naszych rodaków co jest produktem polskim(co jest mimo wszystko trudne bo brak jednoznacznej definicji) i dlaczego warto wybierać towary produkowane na terenie naszego kraju. Promujemy hasło “590 powodów…aby kupować polskie produkty” i jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że nie do końca prefeiks jest precyzyjny ale najłatwiejszy do zidentyfikowania przez klienta. Rynek globalizuje się do dłuższego czasu i trudno jest teraz odnaleźć “czysto polski” produkt. Dla nas ważne jest by był produkowany na terenie naszego kraju a wtedy mamy pewność, że część dochodów i tak zostaje w Polsce a i rodacy mają pracę. Jeśli chcesz dołącz do nas zapraszamy. Na stronie http://www.590powodow.pl znajdziesz szczegółowe informację w jaki sposób możesz wykorzystać logotyp “590 powodów”, który udostępniamy zupełnie bezpłatnie. Gratuluję postu:)

    • Anonymous

      Ooo to trochę się Wam dziwie. Bo myślałem że wspieracie całkowicie POLSKIE firmy. A nie nawet te co są zagraniczne i tylko otworzyły u nas zakłady bo chciały taniej siły roboczej. Te uważam za o wiele większe zagrożenie, bo zajmują rynek naszym rodzimym firmom i nigdy nie dadzą zarobić godnie polakowi (nie po to tu są). I jak polski pracownik będzie żądał większej pensji, to zwyczajnie zwiną się i pójdą na Białoruś czy Ukrainę, gdzie siła robocza będzie tańsza.

    • Czy nigdy nie dadzą godnie zarobić Polakowi – tego bym nie generalizowała. Wiadomo, że można spotkać się z naciągaczami, ale to dzieje się nawet w czysto polskich firmach.

    • Anonymous

      Chodzi mi o to, że firma niemiecka nie da polakowi zarobić tyle co niemcowi itd. Bo gdyby tak miało być, to nie wybudowaliby u nas fabryk tylko u siebie. Oni u nas budują fabryki bo jest tania siała robocza. Może nie wszystkie ale, niestety większość 🙁

  • Bardzo fajny post 🙂
    Polskie wcale nie znaczy gorsze…

  • Bardzo ciekawy post! Szczególnie zszokowało mnie to, że Biedronkowe produkty są tak naprawdę od Tołpy 🙂

  • pozwoliliśmy sobie zamieścić na naszym FB…bo warto rozpowszechniać
    https://www.facebook.com/590powodow/posts/664716286875017?notif_t=like

  • Nie raz zastanawiałam się co to za kosmetyki Be Beauty w Biedronce. Tołpę znam. Ciekawy i przydatny wpis 🙂

  • WOW! mega ciekawy wpis! Dzięki

  • Przyznam szczerze, że do tej pory nie wiedziałam, iż polskie produkty mają kod kreskowy rozpoczynający się cyferkami 590. Dobrze wiedzieć – tak na przyszłość 🙂

  • mam tylko nadzieję, że na pewno przeznaczą te 10zł za każdy post 🙁

  • Dobrze wiedzieć, nie zwracałam uwagi, poza Inglotem.. 🙂

  • Świetny post, bardzo przydatne informacje.

  • Uwielbiam inglota i jestem dumna że to polska marka 🙂 Co do innych nigdy nie zwracałam uwagi bo wiele produktów ma polskiego dystrybutora a sam kosmetyk jest zagraniczny 🙂

  • Bardzo przydatna informacja 🙂
    Co do serum z witaminą C: ja akurat z brakiem jędrności cery nie mam problemu, ale czytałam, że witaminka C na ujędrnienie też dobra 🙂

  • Jeśli chodzi o kosmetyki to nigdy nie patrzyłam na kod tylko na miejsce produkcji, które jest umieszczone na opakowaniu 🙂

    • Miejsce produkcji nie zawsze jest podane. Albo podany adres nie jest miejscem produkcji. O tym też napisałam.

  • super post bardzo interesujący, wczytałam się mega jak rzadko kiedy ; )
    http://to-co-daje-szczescie.blogspot.com/

  • Ann

    Już kiedyś o tym czytałam, ale zawsze przyda się przypomnieć 🙂 przydatny post 🙂

  • Anonymous

    Popieram kupowanie polskich produktów.
    A najlepiej z firm które mają polskich właścicieli a nie tylko pracowników jak niestety większość 590-tek.

  • Od dziś będę sprawdzać czy dany produkt jest z Polski 🙂 Popieram wspieranie naszej gospodarki 🙂

  • Bardzo przydatny i ciekawy post. Nie wiedziałam, że pod prefiskem 590 może znajdować się dystrybucja i pewnie zacznę zwracac uwagę na napis ‘made in poland’ w końcu warto wspierać to co nasze 🙂

  • Anonymous

    Również popieram akcję i dzięki wielkie autorce za poruszenie tego tematu, bo świadomość w społeczeństwie w tej kwestii jest niestety niska. Polecam jeszcze dodać do spisu jedną ciekawą firmę, podobną w dystrybucji do amerykańskiego avonu. A mianowicie chodzi o FM group. Firma Państwa Trawińskich, która pod Wrocławiem ma fabrykę na ponad 1000 pracowników. I co najciekawsze sprzedaje dużo swoich kosmetyków również na świecie 🙂

  • Anonymous

    Zgadzam się z jednym z przedmówców, że brakuje informacji nt firm prawdziwie polskich a nie jedynie produkujących w polsce. Chciałabym by moje dzieci pracowały w polskich przedsiębiorstwach budując polską gospodarkę a nie były wyrobnikami zachodnich koncernów których zyski są wyprowadzane z kraju. Nie mówię by od razu robić bojkot produktów ale zeby szczególnie wspierać te nasze firmy, które nigdy nie przebiją się na półce bez naszego świadomego wsparcia. Gdyby nasi dziadkowie walczący o niepodległość wiedzieli, że 70 lat później będziemy wspierać cudze to pewnie od razu zlozyliby broń..

    • To nie jest tekst wskazujący które firmy są polskie a które nie. Zabrakłoby miejsca na ich wymienianie. Tekst ma wskazać jak konsument który chce używać polskich kosmetyków sam może je rozpoznać.

  • Hej nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Masz ochotę na zabawę to zapraszam na mój blog 🙂

  • Anonymous

    A czy towar zmątowany w Polsce na częściach w100% pochodzących z Chin też można nazwać Produktem Polskim?

    • Jeżeli chodzi o produkty przemysłowe ZMONTOWANE w Chinach, to zawsze jest napisane “Made in China”, nie ma tu żadnych wątpliwości – nie jest to produkt Polski. Kosmetyki czy artykuły spożywcze to już inna bajka. Pozdrawiam!

  • Anonymous

    Od kilku miesięcy stosuję tylko polskie kosmetyki. Daję pracę Polakom:) A jakość w większości jest bardzo dobra np. ziaja