Dobre bo polskie. Odsłona pierwsza: kosmetyki Bell

Oto pierwszy post cyklu “Dobre bo polskie”. Będęzie poświęcony testom polskich marek kosmetycznych. Sprawdzę co jest warte zachodu, a obok których produktów lepiej przejść obojętnie. Jako pierwsza do tablicy została wywołana firma Bell.


 

Od pewnego czasu tropię polskie firmy kosmetyczne. Może nie dosłownie. Nie chodzę niczym Sherlock Holmes z lupą, szukając śladów zbrodni. Ale w sumie byłaby to dosyć ciekawa alegoria 🙂
Przyjęłam hipotezę, że wiele polskich kosmetyków, chociaż ma duży potencjał, jest niedocenianych. Prawdopodobnie wynika to wielokrotnego szufladkowania polskich firm. Nasi rodzice za szczyt luksusu uważali zakupy w Pewexie, a rodzime produkty np. do makijażu często za przymus, bądź jedyne rozwiązanie, jakie mogli wybrać.
Tamte czasy poszły w zapomnienie, ale opinia pozostała jedna: polskie kosmetyki nie są równoznaczne z wysoką jakością, no chyba że kosztują “milion pieniędzy”. Fakt, jest wiele firm , których produkty nie są warte złamanego grosza (nazw nie będę przytaczała, bo po co robić im czarny PR, nie o to chodzi). Ale w gąszczu drogeryjnych bubli, znajdziemy także perełki, w które warto zainwestować. Co więcej, marki, które kiedyś były uważane za słabej jakości, przez lata ulepszały swe receptury, by teraz móc zawalczyć o podium z kosmetycznymi gigantami.To m.in firma Bell z Józefowa. Marka istnieje na rynku już ponad 20 lat, a ja niedawno odkryłam ją na nowo.
Kilka tygodni temu zrobiłam zakupu na stoisku Bell w rodzinnym mieście. Kupiłam m.in. zachwalany w kolorowej prasie błyszczyk Permanent Make-up lip tint, bronzer Sun Power, korektor Multi Mineral Anti Age Concealer (numer koloru: 1), tusz Lash Explosion, a gratis za zakupy powyżej 40 zł dostałam cień do powiek w musie, niedostępny w regularnej sprzedaży. Uwielbiam takie niespodzianki 🙂
Błyszczyk zrobił na mnie największe wrażenie. Kosztował raptem 10 zł, a jego jakość i trwałość bije na głowę produkty z konkurencyjnych zagranicznych firm. Ale po kolei. Zobaczmy, co mówi o nim producent:
Formuła kosmetyku typu „long lasting” sprawia, że kolor trzyma się niezwykle długo od momentu aplikacji. Specjalne składniki barwią naskórek ust, co gwarantuje efekt przypominający makijaż permanentny. Wybrany kolor po prostu „wtapia się” w usta po aplikacji, zapewniając długotrwały makijaż. Kosmetyk nie ściera się z ust, dzięki czemu nie pozostawia nieestetycznych śladów np. na szklance czy kieliszku. Innowacyjna, lekka formuła, pozbawiona olejków i wosków, gwarantuje też całkowicie nowy, satynowy efekt. Usta wyglądają niezwykle świeżo, naturalnie i kusząco. Dodatkowym atutem jest specjalnie dopasowany aplikator, który umożliwia precyzyjne rozprowadzenie formuły produktu na ustach.

Oto chusteczka po odciśnięciu kosmetyku:

No i usta w kolorze fuksji:

Po raz pierwszy spotkałam się z tak trwałym błyszczykiem. Nakładam go przed wyjściem do pracy, a po powrocie moje usta wciąż mają różowy pigment. Należy nakładać go bardzo precyzyjnie, bo jeżeli wyjdziemy poza linię ust, nie damy rady zetrzeć kosmetyku bez użycia wodoopornego remover. Po nałożeniu lepiej nie odciskać od razu ust, by pozbyć się nadmiaru błyszczyka. Poczekajmy chwilę, aż pigment się wchłonie. To sprawi, że kolor będzie bardziej intensywny. Jak wszystkie wodoodporne kosmetyki, błyszczyk Bell wyszusza usta. Dlatego najlepiej po jego aplikacji nałożyć na usta bezbarwny balsam do ust bądź wazelinę. To jedyny minus, który zauważyłam w kosmetyku. Na pewno niebawem kupię kolejny błyszczyk Bell Permanent Make-up lip tint. Tym razem w czerwonym kolorze 🙂
Rozświetlający korektor w płynie z minerałam Bell (Multi Mineral Ani-Age Concealer) zdaniem producenta:
Likwiduje oznaki zmęczenia oraz cienie pod oczami. Połączenie aktywnych składników roślinnych takich jak: proteiny pszenicy i wyciąg z nasion chleba świętojańskiego tworzy Lift – Active Complex, który :– lekko napina i rozświetla zmęczoną skórę pod oczami, – daje natychmiastowy efekt wygładzonych zmarszczek i wypoczętego oka.Delikatna i cienka skóra pod oczami od razu zyskuje gładkość i napięcie. Zawiera filtr UVB.
Używałam różnych korektorów pod oczy. Tych tańszych i nieco droższych. W kremie, sztyfcie czy pędzelku. Dla mnie najważniejsze jest, by korektor nie ważył się na skórze, nie rolował. Przede wszystkim ma kryć cienie i nie odciążać delikatnej skóry wokół oczu. Korektor w płynie z minerałami Bell miło mnie zaskoczył. Na początku byłam trochę sceptycznie nastawiona, bo nie mogłam uwierzyć, że tak tani kosmetyk naprawdę zadziała. Jakie było moje zaskoczenie kiedy okazało się, iż nie dosyć, że nie obciąża skóry, to kryje moje sińce. Dobrze się wchłania, resztki kosmetyku nie pozostają na skórze. Specjalnie dla Was test zrobiłam wieczorem, po 8 godzinach spędzonych w pracy, by oczy były jeszcze bardziej zmęczone, a kosmetyk trudniejsze zadanie do wykonania. Oto efekt:
 I tak jak przy  błyszczyku jestem zdania, że warto kupić ten kosmetyk, nawet do przetestowania, bo cena 11 zł nie jest rabunkiem dla portfela, a efekt naprawdę satysfakcjonuje.
Tusz Lash Explosion, niestety nie zostanie moim ulubieńcem. Miał pogrubiać i rozdzielać rzęsy. Wszystko dzięki żelowej konsystencji i silikonowej szczoteczce. Mnie niestety rozczarował, ale wszystko zależy od preferencji. Mam wymagające rzęsy. Do tego utwierdziłam się w przekonaniu, że nie lubię silikonowych maskar. Tusz oddałam przyjaciółce. Może ona będzie zadowolona. Dlatego jego zdjęcia nie zobaczycie.
Cień w musie Bell. Tak jak wspominałam, to prezent za zakupy powyżej 40 zł. Niestety w asortymencie nie było innych kolorów, tak więc zostałam skazana na intensywny fiolet, który niestety nie pasuje do mojego typu urody. Jest ciemny, mocno lśniący, i trwały. Nie rozmazuje się, ani  nie roluje. Jednak trzeba mieć wprawę, by dokładnie go nałożyć. Inaczej każda pomalowana powieka, będzie wyglądała jak z innej parafii :). Polecam do wieczorowego makijażu smokey eyes. Kosmetyk nie jest dostępny w regularnej sprzedaży, nie znajdziecie go także na stronie internetowej firmy Bell.
Poniżej m.in. zdjęcie oczu z cieniem, korektorem i tuszem Lash Explosion:

Puder brązująco-rozświetlający z panthenolem do twarzy i ciała. Bronzer Sun Power. Cena około 20 zł.  Zdaniem producenta:  W lecie skóra upomina się o delikatnie połyskujący, ciepły, brązowy koloryt. Puder brązujący Bronze Sun Powder sprawi, że Twoja skóra nabierze miodowego blasku. Dodatek pantenolu o działaniu kojącym i łagodzącym zapewni uczucie komfortu ozłoconej promieniami słońca skórze. Puder pozwala zachować zdrowy odcień skóry przez cały rok i nadaje się do każdego rodzaju karnacji. Delikatnie matująca formuła pochłania nadmiar sebum z naskórka a jednocześnie dodaje skórze świetlistości. Aksamitna, lekka konsystencja pudru zapewnia satynową i równomierną aplikację kosmetyku. Nie kruszy się i jest doskonały do tego, by podkreślić naturalny kolor skóry lub pogłębić efekt naturalnej opalenizny.

 
Chociaż mam jasną cerę, to wybrałam odcień średni ( kolor nr 20). Zrobiłam to celowo z kilku powodów. Po pierwsze, jest połączony z częścią pół-transparentną, która delikatnie rozjaśnia część ciemniejszą. Po drugie, za kilka miesięcy twarz pokryje się promieniami słońca. Wtedy odcień będzie w sam raz. Kosmetyk zawiera delikatnie lśniące drobinki, które rozświetlają i modelują twarz. Zaciekawił mnie dodatek pantenolu. Co prawda jeszcze się nie spiekłam na słońcu, ale mam nadzieję, że jak zapewnia producent, składnik rzeczywiście się sprawdzi. Myślę, że bronzer jest wart zakupu, ale z pewnością nie jest jedynym kosmetykiem tego typu o podobnej cenie na rynku, w grupie polskich kosmetyków.
Miałyście do czynienia z kosmetykami Bell? A może używałyście już któryś z przeze mnie opisanych?
  • Usta w kolorze fuksji są cudowne 😀

  • Sliczny kolorek na ustach:) lubię kosmetyki bell:)

  • Znakomity błyszczyk *.*
    Obserwujemy ? ;))))
    Ja już .
    Pozdrawiam .

    klaudia12-klaudunia.blogspot.com/

  • mnie sama zaskoczyl ten olejek bo nie podchodzilam do niego z jakims specjalnym entuzjazmem 😉

  • No proszę… Przyznam, że nigdy nie kupowałam kosmetyków Bell, ale teraz chyba spróbuję! Szczególnie zaskoczył mnie ten błyszczyk! Niesamowity efekt! pzdr;)

  • Fuksja the best!

  • Dokładnie wiele marek jest niedocenianych a są naprawdę niezłej jakości. Ja miałam z Bell jakąś pomadkę dawno, dawno temu, ale teraz chętnie wypróbuje czegoś innego 🙂 pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili do mnie 🙂

  • Anonymous

    A numer tinta to 6?

  • Ha! i tu pojawia się problem. Nie mam pojęcia, bo na opakowaniu mojego błyszczyka zabrakło naklejki z numerem koloru. Ale strzelam, że to 6, patrząc na numerację na stronie producenta.

  • Anonymous

    Ok, dziękuję Ci bardzo 🙂 To musi być szósteczka, bo 5 jest cukierkowo różowa, sprawdzałam dziś na żywo 🙂 Pozdrawiam!

  • Anonymous

    Kto ma takie śliczne usta?

  • Anonymous

    muszę mieć ten błyszczyk!!!

  • kolor wspaniały

  • Ola

    Bardzo przyzwoicie 🙂 ja sama kocham po prostu Bell TINT, sama mam różowy i czerwony 🙂 Pozdrówka!

Close