Recenzja eyelinerów. Wygrywa Max Factor!

Do łask wróciły kilka lat temu, po wielkim zapomnieniu u schyłku ubiegłego wieku. Pamięć o nich odświeżyła m.in. Amy Winehouse, której grube kocie kreski stały się znakiem rozpoznawczym. Teraz opiera się na nich większość makijaży, a prawie każda kobieta ma chociaż jeden w kosmetyczce. Mowa oczywiście o eyelinerach – czarodziejach modelujących nasze spojrzenie.


Eyelinera używam od około pięciu lat. Trochę czasu zajęło zanim nauczyłam się robić perfekcyjną kreskę. Duże znaczenie w technice malowania poza umiejętnościami ma także sam eyeliner. Bo nawet jeżeli macie wprawę, a brakuje Wam odpowiednich narzędzi, za bardzo nie poszalejecie, możliwe jest co najwyżej popadnięcie we frustrację. Dlatego przy wyborze odpowiedniego eyelinera ważna jest jego konsystencja, trwałość oraz aplikator. Preferuję te w kałamarzu z flamastrem, ewentualnie pędzelkiem. Najgorzej sprawdzają się klasyczne flamastry. Nie testowałam jeszcze eyelinera w słoiczku z oddzielnym pędzelkiem dołączonym do opakowania. Nie wyobrażam sobie malowania gęstą mazią.


Mój pierwszy eyeliner to EVELINE – cena około 11 zł – adekwatna do “umiejętności” kosmetyku. Kałamarz z pędzelkiem, konsystencja dosyć gęsta, mimo to, kosmetyk trzeba nakładać kilkakrotnie, by uzyskać efekt głębokiej czerni. Co kilka godzin musiałam poprawiać kreskę, bo “spływała” z powieki. Może zniechęcić osoby początkujące w temacie eyelinerów.

 

Potem nadszedł czas na wodoodporny eyeliner AVON w flamastrze (cena około 30 zł). Minusem od początku była gruba końcówka eyelinera, która powodowała, ze kreski nie miały pożądanego rozmiaru. Na początku dosyć dosyć sztywna, po czasie “miękła”. Jednak przede wszystkim zawiodła mnie jego trwałość. Producent obiecał, że będzie wodoodporny, a schodził równie łatwo jak kredka do oczu. Nieprecyzyjnie wykonane opakowanie sprawiało, że często się rozlewał. Końcówka flamastra szybko wysychała i musiałam się męczyć trząsając nim jak shakerem, żeby cokolwiek namalować. Pod koniec swego żywota malował na szaro, bo czarnym nie mogę tego nazwać. Szczerze nie polecam.

Po przebojach z eyelinerem z Avonu, przyszedł czas na Inglot. Za kałamarz i końcówkę w pędzelku, który się nie rozdwaja, duży plus. Przystępna cena (około 20 zł), szeroka gama kolorów (nawet błękitny z brokatem) oraz pewność, że zawsze znajdę go w asortymencie stoiska Inglot, były kilkoma z powodów, dla których związałam się z tym kosmetykiem. Ale najważniejsza jest trwałość. Na pewno pozostawał dłużej na powiece niż jego poprzednicy, jednak nie był to oszałamiający efekt. Żyliśmy długo i szczęśliwie dopóki nie poznałam jego następcy.
Eyeliner Inglota zdradziłam z Manhattanem (około 24 zł w drogeriach Rossmann). Wypróbowałam i wiedziałam, że to nie będzie jednorazowa przygoda. Jest wodoodporny, utrzymuje się na powiece przez wiele godzin. Kałamarz i flamaster sprawiają, że nabieram odpowiednią ilość kosmetyku, a dodatkowo jest wydajny. Spokojnie wystarcza na cztery miesiące. Jedyną wadą niezależną od niego, jest dostępność kosmetyku. Z drogerii Rossmann znika w zastraszającym tempie (desperatki mogą się pocieszać innymi, mniej konwencjonalnymi kolorami produktu). Często bywało tak, że kupowałam dwa opakowania, by się zabezpieczyć. Ten związek mógł się udać, ale pół roku temu na swojej drodze spotkałam nowe dziecko Max Factor Colour X-Pert Waterproof Eyeliner.
Nigdy wcześniej nie używałam lepszego kosmetyku tego typu! Kosztuje nie wiele więcej niż Manhattan (około 27 zł), a jego trwałość wciąż mnie zadziwia. Zachowuje się prawie jak lakier do paznokci albo naklejka (nie znalazłam lepszego porównania). Tylko dobre kosmetyki do demakijażu potrafią go usunąć. Jest bardzo wydajny. Używam go od 6. miesięcy i spokojnie wytrwa jeszcze 2. Głęboka czerń i precyzyjny flamaster sprawiają, że za jednym pociągnięciem oko nabiera nowego wyrazu. Nie zamieniłabym go na żaden inny. Max Factor Colour X-Pert Waterproof Eyeliner polecam  z całą stanowczością.
Skoro była mowa o eyelinerach, za jakiś czas wrzucę tutorial o malowaniu kresek. Mam nadzieję, że się przyda.
Macie jakieś doświadczenia z eyelinerami, którymi warto się podzielić? Czekam na komentarze :).
  • No No:) Piszesz tak fajnie, że chyba zacznę się malować i chętnie nauczę się Twoich sztuczek 🙂

  • Och dziękuję bardzo !!!! (czerwieni się) 🙂

  • Ja używam eyelinera w żelu z Essence – jest najlepszy z dotychczas używanych, a mogę się śmiało stwierdzić, że szufladę ich zużyłam;) Słoiczek kosztuje 10,99, pędzelek 6,99, a frajdy ma się na co najmniej pół roku:) Wodoodporny, bardzo czarny i niebywale trwały.

    • No właśnie jakoś się obawiam tych ze słoiczka, ale to co piszesz, brzmi zachęcająco. Może czas wypróbować?

  • Ostatnio znowu zaczynam doceniać kosmetyki MaxFactor, polecam tusz do rzęs Masterpiece. Chciałam kupić ten sam eyeliner, jednak Pani w Douglasie mi wciskała grafitowy, jako czarny. Niby nie ma czarnego. A jednak… Obecnie używam eyelinera Isadory (lubię tę markę) i nie narzekam, jest całkiem dobry.

    • Szczerze polecam ten eyeliner. Kameralna na pewno się nie zawiedziesz 🙂

  • jeju ,dziewczyno ja cię uwielbiam za ten wpis, od zarania dziejów szukam dobrego eylinera i każdy okazuję się klapą , lecę do Rossmana po maxfactor bo spływające kreski doprowadzają mnie do szaleństwa. Ja używałam eylinerów w pędzelkach bo jakoś mi się ich lepiej używa, teraz mam eyliner z miss sporty za 10 zł. ma jedną zaletę ,że nie trzeba go dużo razy nakładać ponieważ ma żywy kolor ale już po ok 3 godzinach się kruszy i oko wyglada tragicznie. Obserwuję Twojego bloga i wchodzę na Twój fb bo chcę być na bieżąco.
    Busiaki Reika
    szafa-z-ciuchami

  • Anonymous

    Witam, trafiłam na wpis przypadkiem..ale nie mogę znaleźć wpisu z obiecanym tutorialem. Bardzo proszę jeśli to nie problem o wskazanie linka. Pozdrawiam